czwartek, 19 listopada 2015

Rozdział XIII

-Weś no...-jęknęłam, a Justin się roześmiał.
Leżeliśmy na moim łóżku i sprzeczaliśmy się ponieważ chłopak chciał mnie zabrać dzisiaj na imprezę, a ja chciałam zostać z nim w domu i pooglądać filmy.
-Weś no...- zapiszczał Justin naśladując mój głos i minę, a ja od razu na niego wskoczyłam i dawałam mu pojedyńcze lekkie uderzenia w klatke piersiową.
-Nie śmiej się- zapiszczałam znowu, ale teraz raczej leżałam na Jusie i śmiałam się w wniebogłosy zresztą tak jak on.
-Wcale się nie śmieje- i znów parsknął na co ja zsunęłam się z niego ponieważ ze śmiechu rozbolał mnie brzuch.
-Dobra...-odetchnęłam i usiadłam opierając się o ścianę- teraz na poważnie. Nigdzie nie idę- powiedziałam pewna siebie. Chłopak spojrzał na mnie już bez uśmiechu, westchnął głośno i usiadł obok mnie kładąc swoją głowę na moim lewym barku.
-Ale czemu nie chcesz iść?- zapytał.
-Na pewno będą twoi znajomi, w twoim wieku czyli starsi ode mnie więc... z kim ja tam będę gadała i w ogóle?...- odpowiedziałam smutno.
-Owszem, będą moi kumple i ich dziewczyny i masz racje, są starsi od ciebie, ale są tak samo fajni jak ja, uwiesz- powiedział z lekkim uśmiechem.
-Wiesz co, mam pomysł?
-No jaki?
-Pójdę, ale zabiorę ze sobą Cat i Austina- powiedziałam z uśmiechem. Będzie fajnie spędzić z nimi czas jako para i przynajmniej będę mogła do kogoś się odezwać.
-Okej.- podniósł głowę i pocałował mnie w policzek z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Co się tak cieszysz?
-Bo się zgodziałaś- powiedział dumnie i zaczął dziwnie ruszać brwiami, raz jedna w górę,a druga na dół i odwrotnie. Roześmiałam się.
-Weś tak nimi nie ruszaj no!- lekko krzyknęłam i usiadłam na nim okrakiem za nim on zdążył się zorientować.
-Jesteś cudowny wiesz?- spojrzałam mu głęboko w oczy i położyłam ręcę na jego policzkach, które były zarumienione od śmiechu.
-A ty wiesz, że jesteś cudowna?- również zapytał. seksownym głosem. Patrzeliśmy sobie głęboko w oczy.
-Pocałuj mnie.
Justin od razu przyciągnął mnie jeszcze bliżej i nasze usta spotkały się. Na początku jego były zimne, ale po chwili zrobiły się takie jak zawsze czyli ciepłe, miękkie i lekko wilgotne.
Chwycił mnie pośladki i położył mnie tak, że całe jego ciało spoczywało na moim. Lekko uniosłam mu koszulkę, na co on od razu zareagował i ściągnął ją sobie w całości. Zobaczyłam jego piękne, umięśnione i ciało i zaczęłam wodzić palcem po jego klatce piersiowej. Lekko jęknął gdy dojechałam do jego spodni, ale szybko cofnęłam dłoń i teraz ja ściągnęłam swoją bluzkę działając pod wpływem pożądania. Nasze usta znowu się spotkały, ale teraz na chwilę ponieważ Justin zaczął składać pocałunki co raz niżej i niżej. Gdy jego usta dotarły do moich obojczyków drzwi otworzyły się, a my jak oparzeni odskoczyliśmy od siebie i osunęliśmy się na dwa końce łóżka. W drzwiach stała ciocia patrząc na nas, ale przede wszystkim na mnie wielkimi, Zielonymi oczami.
-Bella, co tu się dzieje?- zapytała ze strachem w głosie  wielkim zdziwieniem.
-Ciociu my tylko...-zaczęłam, ale nie wiedziałam jak to skończyć...-tego nie da się wyjaśnić, ale nic złego nie zrobiliśmy.
-Właśnie-stwierdził Justin. Szybko założyliśmy na siebie bluzki i wstaliśmy z łóżka.
-Ty się nawet nie odzywaj Justin- powiedziała ciocia.
-Jasne...- był strasznie zmieszany. Zgaduje, że na pewno nigdy nie znalazł się w takiej sytuacji jak teraz.
-Jesteście ze sobą czy coś? Bo jeśli tak to łatwiej mi będzie was zrozumieć- Jane usiadła na fotelu stojącym obok szafy i groźnie się na mnie spojrzała czekając na odpowiedź z mojej strony.
-Tak ciociu, od jakiegoś czasu- odpowiedziałam, a ona głęboko wciągnęła powietrze długo nic nie mówiąc. Staliśmy tak z ciemnookim gdy nagle podszedł do mnie i objął mnie ramieniem.
-Dobra, przynajmniej wiem, że jesteście parą i przynajmniej robiliście to z przyjemnością, a nie z przymusu, ale ma się to nie powtórzyć i nie rozwinąć! Gdybym nie weszła na czas, wiadomo co by się stało, a wtedy twoja matka by mnie zamordowała, że cie nie upilnowałam!- krzyczała.
-Ciociu, na prawdę oboje zdajemy sobie z tego sprawę i obiecujemy poprawę- powiedziałam ze skruchą, ale w środku chciało mi się cholernie śmiać.
-Właśnie, obiecujemy- stwierdził Justin. Wiedziałam, że jeu również chce się śmiać.
-Dobra, koniec tego. Justin, chyba zbierałeś się do wyjścia prawda? Odprowadź go do drzwi proszę- nakazała ciotka wskazując na mnie. Lekko skinęłam głową, szarpłam Justina za ramię i oboje w pośpiechu wyszliśmy z pokoju, schodząc po schodach i wychodząc na zewnątrz gdzie oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-O boże- powiedziałam ze śmiechem.
-Babka ma wyczucie.
-Oj to prawda- odetchnęłam głęboko.
-Dobra, skarbie lece bo ciotka znów nas zobaczy. Może niech nam kupi gumki?- zapytałał Justin ze śmiechem, a ja dałam mu kuksańca.
-Chciałbyś, to co później po mnie przyjdziesz i pójdziemy po Cat i Austina i na impreze tak?
-No jasne skarbie- pocałował mnie namiętnie i odszedł.

***
Gdy Justin poszedł ja wróciłam do swojego pokoju i zadzwoniłam do Cat:
-Hej stara- zaśmiałam się.
-No siemanko.
-Wieczorem idziemy na impreze...-nie powiedziałam tego z radością.
-Serio? Z kim, gdzie?
-Ty weś zawołaj do siebie Austina, a my przyjdziemy po was z Justinem. Idziemy do jakiś jego znajomych czy coś- oznajmiłam blondynce.
-Fajnie będzie!- ucieszyła się.
Mam nadzieję...- i się rozłączyłam.
Odłożyłam telefon na stolik nocny, położyłam się wygodnie na łóżku i zaczęłam myśleć tak na prawdę o wszystkim, ale w szczególności o zbliżającej się imprezie. W co mam się ubrać, jacy będą tam ludzie i wiele wiele innych.
Po kilkunastu minutach rozmyśleń wstałam szybko z łóżka i postanowiłam od tak poćwiczyć sobie.
Przebrałam tylko spodnie na leginnsy i zaczęłam się rozciągać. Nie wiem co mnie naszło, ale musiałam poćwiczyć. Rozciągnęłam i zabrałam się do robienia pompek. Nigdy nie umiałam zrobić chodź jednej, ale ostatnimi czasy potrafilam zrobić nawet 10! Z tego powodu byłam z siebie cholernie dumna. Zrobiłam dwie serie po 10, a następnie zrobiłam minutową skakankę i później kolejne ćwiczenia, które zawsze musiałam wykonać.
Gdy skończyłam zeszłam na chwilę na dół do kuchni po wodę i spotkałam na korytarzu w drodze powrotnej ciocie:
-Bella, czekaj proszę- powiedziała dość surowo.
-Tak?- przystanęłam  odwróciłam się w jej stronę.
-Gdy był u ciebie Justin, przechodząc usłyszałam, że wybieracie się na jakąś imprezę, to prawda?
-Yy... tak, owszem, Justin zaprosił mnie na imprezę do jego znajomych, ale nie idziemy sami. Idzie też Cat i jej przyjaciel- wyjaśniłam i uśmiechnęłam się lekko.
-No dobrze, ale nie mam zamiaru powtarzać tego kolejny raz, wiesz o co mi chodzi?
-Wiem i uprzedzając twój kolejne pytanie, nie, nie będę piła ani paliła- powiedziałam i odeszłam kierując się po schodach do mojego pokoju.
Napiłam się chłodnej, truskawkowej wody i podeszłam do szafy aby znaleźć w niej coś odpowiedniego na dzisiejszy wypad. Miało być to wygodne, ładne i pasujące na tego typu wyjścia.
Przeszukałam cłą szafę aż w końcu, na samym końcu znalazłam zwykłą, czarną sukienkę z jednym koronkowym paseczkiem, który zakańczał długość sukni. Była czarna i sięgała mi do kolan. Przylatując tutaj nie myślałam, że kiedykolwiek mi się przyda, a tu niespodzianka. Do tego wybrałam czarne trampki. Może i jest to głupie, ale jak dla mnie pasują one na prawdę do wszystkiego.
Położyłam wszystkie rzeczy na łóżko,a sama udałam się łazienki aby się wykąpać.
Po 15 minutach wyszłam z pomieszczenia rześka, czysta i przede wszystkim wypoczęta. Uśmiechałam się sama do siebie. Podeszłam do łóżka gdzie leżały wcześniej naszykowane ubrania i założyłam najpierw czarną bieliznę ponieważ nie chciałam żadnych wpadek typu białe majtki, a czarna sukienka. Następnie znów owinęłam się ręcznikiem i podeszłam do lustra aby nałożyć makijaż. Postanowiłam, że dzisiaj pomaluję się mocnej niż zawsze. Nałożyłam mój ulubiony podkład na  powieki nałożyłam ciemno-szary odcień i zrobiłam jeszcze kreskę kredką, której żadko używałam, a następnie wzięłam kredkę do brwi i lekko pomalowałam brwi. Później jeszcze pomalowałam rzęsy i byłam gotowa, ale tylko na twarzy. Wzięłam się za rozczesywanie i suszenie włosów. Gdy były już suche, rozczesane i pokryte odżywką postanowiłam, że lekko je zakręcę.
Gdy nareszcie skończyłam nałożyłam na siebie czarną sukienkę i założyłam trampki.
Wiążąc sznurówki usłyszałam dźwięk sygnału oznaczający wiadomość. Wstałam z fotela i podeszłam do stolika na którym leżał telefon. Wzięłam go do ręki, odblokowałam i odczytałam wiadomość od Justina:"za 10 minut po cb będę :*". Wysyłam mu tylko buziaka i schowałam telefon do małej, czarnej torebki z wąskim paseczkiem. Podeszłam do lustra, poprawiłam jeszcze niedoskonałości, nałożyłam błyszczyk, który następnie wylądował w torebce i wyszłam z pokoju. Na dole słyszałam tylko w salonie głos Codiego, który przeklina ponieważ nie szło mu grę.
Nie zwróciwszy na niego większej uwagi wyszłam przed dom. Chłopaka jeszcze nie było, ale po kilku minutach się pojawił. Wyglądał bardzo seksownie: miał na sobie maxy, czarne spodenki i białą koszulę, a co najmniej zdawało mi się, że to koszula.
-Hej przystojniaku- podeszłam do niego i mocno, namiętnie go pocałowałam. Takie właśnie emocje wywoływał u mnie Justin Bieber.
-Witaj piękna- szepnął mi do ucha i lekko przygryzł na co lekko jęknęłam.
- To co idziemy?- zapytałam, a on chwycił mnie za dłoń.
-Jasne- uśmiechnął się.
-Cat mieszka dwie ulice stąd, wiesz gdzie to prawda?
-No jasne, tylko nie wiem który budynek- zaśmiał się.
-Ale ja wiem- powiedziałam.
Szliśmy jeszcze kilka minut i stanęliśmy przy budynku, w którym mieszkała dziewczyna. Kierowałam się już do środka, ale otwierając drzwi  z naprzeciwka otwarli je Aus i Cat.
-Cześć- powiedzieli oboje.
-Hejka- odpowiedziałam i przytuliłam ich po kolei.
Po przywitaniu podeszliśmy do Justina  i już razem skierowaliśmy się do miejsca gdzie miała się odbyć jak się okazało domówka.

***
-Przynieść wam coś do picia?- zapytał Justin gdy razem z Cat i Austinem siedzieliśmy w salonie Matha rozmawiając i śmiejąc się do rozpuku.
-Ja poproszę cole- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Ja dzisiaj niestety też beż procentów- powiedziała smutno Cat na co lekko szturchłam ją w ramie.
-A przynieś browca...albo wiesz co, ja pójdę z tobą- stwierdził Austin i razem Jusiem poszli po nasze napoje.
-Wiesz co, myślałam, że będzie gorzej- stwierdziłam. Organizator domówki Math był na prawdę wporządku i przwitał nas bardzo serdecznie chodź nie znał ani mnie ani Cat czy Austina.
-Serio?! Ja tam zawsze dobrze czuję się na imprezach- powiedziała Cat oglądając tańczących ludzi 2 metry od nas.
-Nie wierze, że to powiem, ale idziemy potańczyć?- sama nie wiedziałam co ja robie, nigdy nie tańczyłam.
-No jasne!- wyjrzyknęła dziewczyna, chwyciła mnie za rękę i skierowała nas na środek salonu gdzie wszyscy tańczyli i śmiali się. Zobaczyłam jedną dziewczynę, która była tak pijana, że nie wiedziała chyba co robi chciała się rozbierać przed jakimś chłopakiem, który chwycił ją za ręcę i skierował się wraz z nią na górę, a ona nawet nie spekulowała. Mogłam ją śmiało nazwać puszczalską. Popatrzyłam jeszcze chwilę jak znikają na krętych schodach i odwróciłam się do nich tyłem.
Akurat leciała moja ulubiona piosenka więc bez problemu wkręciłam się wraz z przyjaciółką w rytm.
Minuty upływały, a my nadal tańczyłyśmy.
Nagle Cat złapała mnie za rękę  i krzyknęła do ucha ponieważ muzyka grała tak głośno, że inaczej bym jej nie usłyszała.
-Idziemy się napić? Pewnie już przynieśli te napoje!- nic nie powiedziałam tylko kiwłam głową na znak, że się zgadzam i oboje wydostałyśmy się z trudem z tańczącego tłumu.
Gdy podeszłyśmy do naszego wcześniejszego miejsca, na którym siedziałyśmy nie zobaczyliśmy nikogo. Nie było ani naszych napojów ani chłopaków. Bardzo się zdziwiłam.
-Nie ma ich?- zapytała się Cat.
-Najwidoczniej- odpowiedziałam i zaczęłam się rozglądać po całym pomieszczeniu, ale nigdzie ich zauważyłam.
-Może chodź do kuchni, mieli iść po picie więc na pewno było w kuchni- stwierdziła blondynka i razem skierowałyśmy się do kuchni.
Znajdowała się ona od razu po wyjściu z salonu więc nie musiałyśmy jej długo szukać. Gdy przekroczyłyśmy jej próg od razu dało się wyczuć zapach dymu i alkoholu oraz pojawił się zapach, którego jeszcze nigdy nie znałam. Na pewno były tutaj narkotyki.
-Widzisz ich gdzieś?
-No właśnie nie...- gdy spojrzałam na Cat wyraźnie było widać na jej twarzy zdenerwowanie i smutek, ale ja również byłam w tym momencie w takim samym nastroju.
-To gdzie teraz, idziemy na górę?
-Możemy.- stwierdziłam i wyszłyśmy z tej obskurnej łazienki kierując się po schodach, które jak się okazało nie były jedynymi.
Na górze muzki dudniącej z głośników nie było już tak słychać z czego się ucieszyłam ponieważ strasznie szumiało mi w uszach. Lubiłam głośną muzykę, ale nie bombardującą własne uszy.
Spojrzałam na korytarz, który miał co najmniej z 6 drzwi, 3 pary na dwóch ścianach.
Wiedziałam, że jest to duży dom, ale nie aż tak ponieważ na końcu korytarza były kolejne drzwi przenoszące do kolejnych drzwi i schodów wiodących w dół.
-Ty pieżesz jedną stronę, a ja drugą okej?
-Jasne- zaczełyśmy przeglądać drzwi. W pierwszych, które otworzyłam była pusta łazienka, następne drzwi prowadziły do jakieś sypialni, w której również nikogo nie było. Cat nic nie mówiła, więc ona na pewno też nikogo nie znalazła. Podchodząc do trzecich drzwi usłyszałam czyjeś głosy, jeden był nawet znajomy, ale zagłuszany przez kilka kolejnych.
Chwyciłam za klamkę i otworzyłam je, ale znalazłam tam tylko jakąś parę, która robiła to co było oczywiste- kochali się. O razu zamknęłam za sobą drzwi ponieważ byłam zniesmaczona ich widokiem.
Każde kolejne drzwi wyglądały podobnie u mnie jak i u przyjaciółki więc zrezygnowane zeszłyśmy na dół.
-Więc gdzie teraz?- zapytałam zawiedziona.
-Chodź do kuchni, muszę się napić- powiedziała Cat i razem poszłyśmy  znów do kuchni. Na pierwszy żut oka gdy tam weszłam żuciło mi się w oczy tylko jedno. Pod ścianą koło dużej lodówki zobaczyłam Justina opartego o ścianę i jakąś dziewczynę, która namiętnie go całowała, a obok stał Austin śmiejąc się z pary.
-Co do do jasnej cholery odpierdalasz?!- wykrzyknęłam na cały głos, a Justin od razu odepchnął od siebie dziewczynę i spojrzał na mnie jak gdyby zobaczył ducha.
-Bella, ja ci wszystko wytłumaczę...- zaczął i miał zamiar podejść do mnie, ale uprzedziłam go i z całej siły uderzyłam go pięścią w nos. Byłam tak wściekła, że musiałam jakoś się wyrzyć chodź adrenalina wzmogła się jeszcze bardziej. Popatrzałam jeszcze chwilę na niego, odwróciłam się na pięcie i szybko wyszłam przed dom, a za mną Cat.
-Przykro mi- powiedziała.
-Wiesz co, myślałam, że go tam zabiję!- krzyknęłam, zatrzymując się.
-Ja też jestem wściekła na Asustina, co on w ogóle robił, patrzał się na nich i nawet nie próbował ich rozdzielić!- widać, że dziewczyna była tak samo wściekła jak ja, ale ona nie miała aż takiego powodu jak ja.
-Wiesz co, nawet nie chce mi się płakać- stwierdziłam gdy oboje szłyśmy w kierunku skąd przyszłyśmy.
Dojście do domu Cat w tak szybkim tępie zajęło nam 10 minut. Przytuliłam ją tylko i poszłam do siebie praktycznie biegnąc.
Wchodząc do domu walnęłam drzwiami i szybko wbiegłam po schodach na górę, a następnie do mojego pokoju. Zdjęłam buty i żuciłam się łóżko. Spojrzałam na telefon i jak się okazało była już 2 w nocy. Żuciałam telefon nawet nie patrząc gdzie, wstałam, przebrałam się w byle co, zmyłam makijaż i najzwyczajniej jak potrafiłam weszłam pod kołdrę i ze słuchawkami w uszach zasnęłam mając przed oczami Justina i tą sukę, która go całowała.


********
Hejka! Sory, że nie dodawałam go wcześniej ale się nie wyrabiam i teraz już nie będę wyznaczała terminu kiedy pojawi się kolejny rozdział ;)
Tego pisałam chyba 3 dni xd

Stwierdzam też, że jeśli się nie pojawi żaden komentarz to nie będę dodawała albo poprostu na pewien czas zrobię sobie przerwę i wszystko ogarne, zobaczę jak to wyjdzie :)


środa, 11 listopada 2015

Rozdział XII

  Po przyjściu z wczorajszej randki miałam zadzwonić do Cat, opowiedzieć jej o moim spotkaniu z Justinem i jej z Austinem, ponieważ po pierwsze musiałam komuś opowiedzieć jak cudownie było, a po drugie byłam strasznie ciekawa jak jej udało się spotkanie i czy wszystko sobie poukłądali, ale byłam padnięta i emocje, które miały miejsce w restauracji, a później w aucie długo nie opadały i byłam cały czas myślami na spotkaniu.Dopiero dzisiaj rano gdy się ocknęłam i zaczęłam realnie myśleć zadzwoniłam do dziewczyny:
-Hej Cat- przywitałam się z uśmiechem.
-O, hej Bella- zaśmiała się.
-I jak tam twoje wczorajsze spotkanie z Austinem?- zapytałam i wygodnie rozsiadłam się na łóżku.
-Było świetnie!- pisnęła.- ale wiesz co, ja ci to muszę opowiedzieć na żywo, a nie przez telefon- zaśmiała się.
-No to wbijaj do mnie, co?- zapytałam z lekką nadzieją.
-No jasne stara, niedługo u ciebie będę.
-To pa.- dałam jej "całusa" i rozłączyłam się. Zamknęłam jeszcze na chwilkę oczy aby się ocknąć w stu procentach i odkładając telefon na biały stolik nocny, wyszłam spod swojej białej pościeli w słodkie, różowe serduszka. Na nogi włożyłam słodkie misiowate łapcie i udałam się do łazienki. Weszłam pod szybki prysznic ponieważ wczoraj nawet takiej czynności nie mogłam wykonać i nawet o tym nie myślałam. Podczas gdy na moje ciało spadały krople wody, a ja otulałam się różowym zapachem żelu do ciała byłam myślami w aucie Justina podczas naszej rozmowy. "Wiesz, chyba się w tobie zakochuje". Gdy sobie to przypomniałam, natychmiast moje ciało przebiegły ciepłe dreszcze i przyjemne uczucie w brzuchu. Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym wszystkim i wyszłam spod prysznica wycierając się w puchaty, biały ręcznik i nakładając trochę kremu do ciała na moją skórę, która była zawsze sucha. Włosy szybko wysuszyłam i po dziesięciu minutach wyszłam z łazienki do swojego pokoju i podchodząc do szafy aby włożyć coś na siebie. Wybrałam na dzisiaj standard czyli białą bluzkę, jeansowe spodenki, czarne vansy i kilka bransoletek na lewą dłoń. Pomalowałam jeszcze rzęsy tuszem i byłam gotowa aż przyjdzie Cat. Usiadłam wygodnie na fotelu i zaczęłam przeglądać facebooka, twittera, instagrama i snapa. Od tych aplikacji byłam uzależniona. Na snapie zobaczyłam zdjęcia Weroniki z jakimś chłopakiem więc od razu wiedziałam, że to ten, który się jej podobał. Uśmiechnęłam się na samą myśl i przeglądałam dalej. Po kilku minutach drzwi się otworzyły i do pomieszczenia wbiła blondynka z uśmiechem na twarzy. Ubrana była bardzo podobnie do mnie tylko na jej nogach spoczywały kowbojki z frendzlami, były bardzo ładne.
-Hejka- wstałam szybko i podeszłam do niej aby ją przytulić.
-No siemka- odsunęła się ode mnie po przywitaniu i usiadła na łóżku.
-No więdz teraz możesz mi już wszytko powiedzieć- zaśmiałam się i chwyciałam za krzesło, które przesunęłam na wprost niej. Zajełam szybko miejsce i skierowałam wzrok na przyjaciółkę.
-Rozmawialiśmy naprawde długo- zaczęła blondynka, a uśmiech z jej twarzy nie schodził.
-No i?
-No i wszystko sobie ogarneliśmy. Miałaś rację, on nigdy nie myślał, że może czuć do mnie coś więcej niż przyjaźń, w ogóle o tym nie myślał i dlatego był cały czas od naszego spotkania zakłopotany. Ja też powiedziałam mu dokładnie to samo i chyba chciał to usłyszeć bo od razu się wyluzował i zaczął muwić zrozumiale i powoli. powiedziałam mu, że od pewnego czasu czuje do niego coś więcej niż tylko przyjaźń i przez chwilę czułam się jak idiotka i spóściłam nawet wzrok bo nie mogłam na niego patrzeć, a wtedy on chwycił mnie za dłoń, przyciągnął do siebie i mocno mnie przutulił, a ja myślałam, że się rozpływam jak śnieg pod wpływem słońca.-zapiszczała-później powiedział mi, że zaczyna postrzegać mnie jako dziewczynę, z którą może stowrzyć parę i lekko mnie pocałował patrząc głeboko w oczy. Oboje poczuliśmy się lekko zakłopotani, ale później gdy po raz kolejny mnie pocałował by to już w zupełności normalne i zrobiliśmy to bez kszty zakłopotania-powiedziała blondynka i kilka łez popłyneło jej z policzka chodź jednocześnie się śmiała.
-O matko- powiedziałam pod wrażeniem i usiadłam obok niej obejmując ją ramieniem.
-To łzy szczęścia-oznajmiła. 
-Rozumiem- zaśmiałam się.
-Dobra, a jak tam wczoraj było na waszej randce? Na czym myliście w kinie?- zapytała dziewczyna, która lekko ochłonęła.
-Nie byliśmy w kinie...
-Nie?- zapytała zdziwona- to gdzie cię zabrał?
-Do restauracji- uśmiechnęłam się i lekko się zarumieniłam.
-Ja ciee, facet ma klase-stwierdziała Cat, a ja się lekko zaśmiałam.
-Oj tak. Przyjechał po mnie czarnym, sportowym autem i zabrał do na prawdę drogiej restauracji.- powiedziałam dumnie.
-Szczęściara- dała mi kuksańca.
-Wiem.- oddałam jej cały czas się śmiejąc.
-I co, było coś więcej?
-Na końcu, gdy podwiózł mnie pod dom powiedział, że się we mnie zakochuje-zapiszczałam przypomianjąc sobie tamten moment, który na zawsze utkwi w mojej pamięci.
-Omg...- spojrzała na mnie.- a ty co na to odpowiedziałaś?
-Że ja się w nim też zakochuje.
-Jakie to słodkie- stwierdziła słodko Cat.
Siedziałyśmy jeszcze z jakieś 3 godziny i gadałyśmy o obu chłopcach, a ja praktycznie cały czas się śmiałam, zresztą tak samo jak blondynka.
Gdy dziewczyna wyszła, ja skierowałam się do kuchni gdzie była ciota i Cody jedzący obiad.
-Smacznego- powiedziałam na wstępie.
-Dzięki- powiedział Cody z pełną buzią sałatki z kurczaka.
-Cody, nie z pełną buzią- zaśmiała się Jane przysuwając mu szklankę z sokiem.
-Oj tam- powiedział marudnie na co się roześmiałam.
-Siadaj Bella, nakładaj sobie- powiedziała ciocia wskazując na miskę z sałatką.
-Dziękuje- powiedziałam i z wielką chęcią nałożyłam sobie sałtki, która była wyśmienita.
-Ariana wpadnie do nas dzisiaj wieczorem. Głównie po to, że musimy coś ustalić, ale też chciała się z tobą spotkać. Tak wiesz, jak koleżanka  z koleżanką- powiedziała ciocia, a ja od razu się uśmiechnęłam. Byłam zachwycona i cały czas nie docierało do mnie to, że ja, zwykła dziewczyna z Polski kiedykolwiek spotka swoją idolkę.
-Super!

***
Przez całe popołudnie siedziałam przed telewizorem wraz z ciocią i oglądałyśmy jakieś kanały gdy nagle w mojej kieszenie zawibrował telefon. Wyciągnęłam go i spojrzałam na wyświetlacz- "Justin":
-Halo?- powiedziałam chodź wiedzialam, że to on.
-Hej skarbie.- powiedział, a ja od razu się uśmiechnęłam. Wstałam z kanapy i wyszłam o kuchni aby ciocia nie słyszła naszej rozmowy.
-No hej skarbie-powiedziałam uwodzicielsko i roześmiałam się.
-To mi się podoba- zamruczał, a ja od razu poczułam napływające ciepło.
-Spotkamy się jutro?- zapytałam.
-No jasne- powiedział uwodzicielsko.
-To super, wpadniesz do mnie i gdzieś wyskoczymy czy ja mam przyjść do ciebie chodź oboje wiemy jak to może się skończyć- zaśmiałam się.
-Nie kuś...- cały czas mówił tym głosem, a ja miałam ochotę go pocałować.
-Czyli co, do jutra?
-Owszem, ale wiesz co, wyjdź na chwilę przed swój dom.
-Okej...- trochę się zdziwiłam, ale wyszłam z kuchni  i skierowałam się to trzwi wejściowych otwierając je. Zobaczyłam chłopaka opierającego się o ścianę domu i trzymającego przy uchu telefon. Rozłoczyłam się cały czas się śmiejąc i podchodząc do niego.
-Co ty tutaj robisz?- zawiesiłam swoje ręcę na jego szyi i pocałowałam go mocno.
-Czekam za Codym, ale wiesz, mogę to odłożyć i pójdziemy do twojego pokoju...- zamruczał i chwycił mnie za tyłek, na co ja się zarumieniłam i chwyciłam jego dłoń zabierając ją z mojego pośladka.
-Ej, ej, nie pozwalaj sobie- zaśmiałam się i lekko go pocałowałam.
-Czyli jak, odwołać?
-Proszę cię, niee- oznajmiałam z uśmiechem i dałam mu lekkiego kuksańca. 
-Teraz będę smutny- zrobił minę szczeniaczka.
-Chyba wiem co ci ten humor od razu poprawi.- i znów go pocałowałam. Jego ręcę owinęły się wokół mojej talii, a moje powędrowały do jego cudnych włosów. Gdy nasze języki cały czas były połączone drzwi za nami się otworzyły, a my od razu od siebie odskoczyliśmy. 
-Nie na maoich oczał- jęknął Cody śmiejąc się.
-Nie marudź- powiedzieliśmy jenocześnie z Justinem.
-To pa kochanie- powiedziałam szeptem, szybko go pocałowałam i weszłam spowrotem do środka budynku.
Zbliżał się powoli wieczór więc poszłam do swojego pokoju aby przebrać się w coś ładniejszego na spotkanie z Ari. Nie wiedziałam czy mam zejść na dół bo mogę być nachalna czy coś więc postanowiłam, że zostanę w swoim pokoju i poczekam na prawdopodobne zawołanie mnie z dołu.
Założyłam na siebie dość krótką sukienkę z białej koronki, która nie była jakaś wyzywająca tylko typowa dla nastolatki. Poprawiłam trochę makijażu i usiadłam na krzesełku czytając swoją ulubioną książkę. 
Na dole po kilku minutach usłyszałam dzwonek do drzwi więc wiedziałam, że to moja idolka, ale nadal czytałam książkę.
Po niecałych dwóch minutach ktoś zapukał do moich drzwi.
-Proszę.- powiedziałam i odłożyłam książkę na stolik. Drzwi się otworzyły i stanęła w nich dziewczyna. Była ubrana w shorty, szpilki i krótki top. Jak zawsze piękne.
-Ceść Bella- powiedziała dziewczyna i przytulila mnie gdy do niej podeszłam. Byłam mega szczęśliwa.
-Hej Ariana- zaświergotałam.
-Masz piękną sukienkę- powiedziała przyglądając się mojej kracji.
-Dziękuje bardzo.- zaśmiałam się. Dziewczyna usiadła na łóżku rozglądając się po moim pokoju.-Masz bardzo ładny pokój- stwierdziła.
-Też mi się bardzo podoba.
-Wpadłam tu do ciebie z tym- powiedziała i wyciągła ze swojej małej torebki prostokątną kartkę, którą mi wręczyła. Gdy zobaczyłam aż krzyknęłam z wrażenia. Trzymałam w swoich dłoniach bilet vip na koncert Ari, który ma się odbyć za tydzień.
-Jejku, boże dziękuje- zapiszczałam i mocno ją przytuliłam, a ona się roześmiała.
-Nie ma za co- powiedziała.- idziemy na dół? Twoja ciocia zrobiła kolację, przy której coś omówimy i sobie pogadamy co?
-No jasne.
Ariana była u nas jakieś 3 godziny po czym pojechała, a ja cały czas byłam mega szczęśliwa tym, że dała mi ten bilet. Długo nie mogłam zasnąć, ale koło 3 w nocy udało mi się to i pogrążyłam się w śnie.

*********
Hejka! Dzisiejszy rozdział jest bardzo zwyczajny, ale nie miałam za bardzo pomyślu. Następny rozdział na pewno będzie ciekawszy i pojawi się w piątek. :)
KOMENTUJCIE, PROSZĘ <3 :'))




piątek, 6 listopada 2015

Rozdział XI

-Nie gadaj!- pisnęłam. Siedziałyśmy z Cat w moim pokoju rozmawiając o jej wczorajszym spotkaniu z Austinem.
-Serio! Zabrał mnie najpierw nad taką piękną polanę gdzie było małe jeziorko, piękne drzewa i wiele miejsc do zrobienia pikniku. Na początku zdziwiłam się na co mu jest potrzebny ten kosz, ale już później wiedziałam...-dziewczyna rozmarzyła się leżąc na moim łóżku i patrząc w sufit. Ja siedziałam obok niej i dokładnie się jej przyglądała. Wyglądała na bardzo szczęśliwą, ale tak inaczej niż zawsze. Dzisiejszy strój, który miała na sobie też był niby taki sam, ale inny. Miała białą koszulę bez rękawów, jeansową spódniczkę i kowbojki do kostek. Jak zawsze wyglądała pięknie, ale tym razem było w niej coś innego, mały promyk miłości, poczucia bliskości i sympatii od płci przeciwnej.
-Nie wiedziałam, że może być taki romantyczny. Znasz go przeciecz więc nie domyślałaś się gdzie mógł by cię zabrać?- zapytałam biorąc poduszkę w ręce i lekko się do niej tuląc. 
-Owszem, znam go, ale na prawdę nie miałam pojęcia, że zabierze mnie w takie miejsce. Zawsze naszym głównym miejscem spotkań była plaża i rampy do jazdy na deskach. Nigdy nawet nie wspomniał o takim miejscu i nawet ja nie wiedziałam, że takie istnie chodź uwierz mi, znam praktycznie wszystkie zakątki w okolicy.- powiedziała i po chwili usiadła obok mnie zabierając mi z rąk różową poduszkę.
-A teraz sedno sprawy, całowaliście się?- zapytałam prosto z mostku z zadziornym uśmieszkiem na twarzy.
-Co?! Nie! Niestety nie...- roześmiała się, a ja razem z nią. 
-Chciałabyś co nie, chciałabyś...- zaczęłam ją lekko łaskotać na co dziewczyna zaczęła oddalać się co raz bardziej na skraj łóżka, aż w końcu zsunęła się i wylądowała prosto na ziemi śmiejąc się nie pochamowanie. Wstałam szybko i chwyciłam jej rękę w celu podniesienia jej, ale on pociągła mnie za sobą i już razem leżałyśmy na ziemi cały czas się śmiejąc. 
Dopiero po jakiś siedmiu minutach, podniosłyśmy swoje tyłki i usiadłyśmy na łóżku bardziej opanowane chodź całe obolałe ponieważ od śmiechu zabolały nas policzki oraz brzuch. 
-A dał ci chociaż buziaka w policzek?- zapytałam ciekawa.
-Yhm, pocałował mnie w policzek na pożegnanie- blondynka się zarumieniła.
-No widzisz, ja go nawet rozumiem bo popatrz, znacie się już kilka lat i byliście do tej pory dobrymi kumplami, a teraz wasza relacja miała by przyjąć całkiem inny obrót sprawy więc dla niego całe to przyswojenie tego, że od teraz prawdopodobnie będzie patrzał na ciebie jak na dziewczynę, a nie jak na kumpelę, z którą można pojeździć na desce będzie cięższe i dla ciebie również. Wiem, że ty już od dawna go lubisz jak chłopaka, a nie dobrego przyjaciela, ale ty też musisz sobie to poukładać tak jak on. To jest ciężkie i wymaga czasu od obu z was, uwierz mi...- powiedziałam i lekko chwyciłam jej dłoń dodając jej otuchy.
-Teraz jak tak mówisz to chyba również zaczynam rozumieć jego, ale również siebie i rzeczywiście, muszę sobie to wszystko poukładać na spokojnie i przede wszystkim muszę z nim o tym pogadać i nawet będzie okazja bo zaprosił mnie wieczorem na imprezę do "One the beach"- lekko się roześmiała.
-Wiesz co, ja bym nie rozmawiała z nim o was tak wcześnie. Obaj macie sobie to wszystko poukładać i nie możesz podejmować sobie decyzji od tak... i w ogóle, na imprezie macie się bawić, a nie rozmawiać o takich rzeczach. Tak ważne sprawy musicie załatwić w odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu.- uśmiechnęłam się.
-Wiesz co, powinnaś iść na jakąś nie wiem... psycholoszkę od miłości nastolatków ponieważ to co mówisz jest na prawdę mądre i na pewno tak zrobię.- również się uśmiechnęła i przytuliła mnie.
-A ty, idziesz dzisiaj na randkę z Justinem co nie?
-Dokładnie, nasza pierwsza randka jako oficjalna randka i lekko się stresuję, pomóż mi wybrać ubranie i w ogóle się przygotować.- powiedziałam chwytając ją za rękę i podchodząc do szafy z ubraniami.
-Ostatnio wybrałaś mi na prawdę super outfit więc dzisiaj czekam na coś równie idealnego i to jeszcze na tak ważne wydarzenie- zaśmiałam się, ale mówiłam bardzo poważnie.
Moja pierwsza randka musi być wyjątkowa. Miejsce mi się podoba bo jest to kino, a później na pewno mnie jeszcze gdzieś zabierze, ale pytanie jest jedno i następujące: "W co się ubrać?"
Ja usiadłam na łóżku, a Cat zaczęła grzebać w szafie. Wiedziałam, że na pewno znajdzie coś idealnego co mi się spodoba. 
Po kilku minutach gdy ja cały czas myślałam o tej pierwszej randce Cat odwróciła się w moim kierunku i pokazała mi moją mientową sukienkę z czarnym paseczkiem i złotymi zdobieniami, której już dawno nie nosiłam chodź sama nie wiem czemu ponieważ była na prawdę ładna. W drugiej ręce oczywiście widniały sandały.
-I co?- zapytała.
-Jesteś najlepsza!- uścisnęłam ją mocno i chwyciłam sukienkę kierując się za parawan w celu przebrania się. Sukienka leżała na mnie idealnie. Myślałam, że się w nią nie zmieszczę, ale jednak nie było tak źle. Wyszłam zza mojej przebieralni i pokazałam się dziewczynie.
-Pięknie wyglądasz- powiedziała z lekkim uśmiechem, który odwzajemniłam. 
-A teraz czas na make up i włosy.
-Oczywiście, ja robię makijaż, a ty zrobisz mi włosy, okej?- zapytałam na co blondynka kiwnęła głową na znak zgody. Usiadłam przed toaletką i zaczęłam od nakładania podkładu. Nie chciałam mocno się malować nawet na to spotkanie więc nałożyłam tylko odrobinę fluidu, a następnie korektor pod oczy, trochę różu do policzków i perłowe cienie do powiek. Na koniec pomalowałam rzęsy maskarą i uśmiechnęłam się do własnego odbicia. Było super.
-Twoja kolej.- powiedziałam na co dziewczyna wstała i od razu chwyciła za szczotkę aby rozczesać moje nieznośne włosy. Nie obyło się krzyków z mojej strony, ale po kilku minutach włosy były rozczesane, a Cat je w coś wiązała i spinała. Miałam przed sobą lustro więc śmiało mogłam zobaczyć co tworzy na mojej głowie, ale jednak wolałam poczekać na efekt końcowy i otworzyć zamknięte oczy po skończeniu. 
Blondynka czesała mnie jakieś 10-15 minut po czym nie poczułam już żadnych wsuwek ani grzebienia. Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam oczy. Spojrzałam dokładnie we własne odbicie a głównie oczy skierowałam do góry i zobaczyłam, że mam lekkie fale opadające na moje barki, a z tyłu jest zrobiony piękny dobieraniec "wodospad". Wyglądało to przepięknie.
-Boże, pięknie jest.- wstałam i przytuliłam ją z uśmiechem.
-Ma się ten talent- dziewczyna się zaśmiała i odeszła ode mnie na kilka kroków aby dokładnie mi się przyjrzeć.
-Teraz wyglądasz jeszcze lepiej.
-Wiesz co, zawsze miałam niską samoocenę o sobie, ale teraz trochę ta liczba wzrasta.- zaśmiałam się.
-To co, ja idę,a ty zrób ostatnie poprawki bo za 15 minut przyjdzie twój chłopak.- zachichotała i skierowała się w drzwi od pokoju.
-Życz mi powodzenia- powiedziałam na odchodnym.
Usiadłam na brzegu łóżka i wzięłam kilka głębszych oddechów aby się nie denerwować chodź sama nie wiedziałam czym. Następnie podeszłam do stolika i wzięłam z niego moją ulubioną szminkę w kolorze malinowym, bardzo jasnym i jaskrawym, którą nałożyłam na swoje usta. Wzięłam do ust dwie gumy do żucia i schowałam do torebki resztę cukierków oraz pomadkę i błyszczyk. Założyłam na nogi buty i wyszłam na korytarz kierując się do schodów. Zeszłam na dół, gdzie nikogo nie spotkałam i wyszłam przed dom gdzie stało czarne, sportowe auto, a przy nim nie kto inny tylko Justin. Był ubrany bardzo elegancko na co się zdziwiłam, a na nosie ciemnookiego pobłyskiwały czarne okulary. Wyglądał perfekcyjnie. Schował kluczyki do kieszeni i podszedł do mnie biorąc mnie w ramiona.
-Hej skarbie- powiedział całując mnie, a w moim brzuchu znów pojawiły się motylki.
-Hej piękny- zaśmiałam się i trochę pogłębiłam pocałunek, aby zaraz oderwać się od niego i uśmiechnąć się w taki sposób w jaki zawsze on się śmieje.
-Oj ty, uczysz się ode mnie- zaśmiał się i chwycił mnie za rękę kierując się w stronę auta.
-To twoje auto?- zapytałam gdy byliśmy już w środku.
-Na razie tak.- uśmiechnął się głupkowato i zapalił silnik odjeżdżając spod mojej posesji.
-Nie wnikam.
-Pięknie wyglądasz, ten kolor do ciebie pasuje- powiedział romantycznie, a ja się rozpłynęłam.
-Ty również wyglądasz cudownie- powiedziałam uwodzicielsko chodź w moim przypadku zabrzmiało to dojść dziwnie, ale on chyba tego nie zauważył.-to gdzie jedziemy? Coś mi się wydaję, że nie do kina.
-I tu masz rację, zabieram cię w lepsze miejsce. Kino nam nie ucieknie, a rezerwacja może przepaść- powiedział patrząc na drogę natomiast ja spojrzałam na niego. Z profilu był jeszcze bardziej przystojny...
-Tak myślałam, że jednak nie pojedziemy do tego kina, ale czekaj, rezerwacja... czy ty mnie zabierasz do restauracji?- uśmiechnęłam się zdziwiona.
-Bingo skarbie- powiedział się tajemniczo z lekką ironią w głosie.
Po kilkunastu minutach samochód zatrzymał się przed restauracją o nazwie "The Black Rose". Jak dla mnie, nazwa trafiona w dziesiątke. Wysiadłam z pojazdu zanim Justin otworzył mi drzwi i spojrzałam na niego uśmiechem, ale nic nie mówiąc. Chwycił mnie za rękę i oboje weszliśmy do restauracji. Po chwili zasiedliśmy przy stoliku, który wskazał nam kelner, a ja dokładnie się rozejrzałam. Miejsce było na prawdę ładne i nowoczesne, użądzone w czarno- białych kolorach, które dla mnie były idealnie dobrane i skomponowane. Było pięknie, ale na pewno drogo.
-Justin, czy tu nie jest za drogo?- zapytałam nie pewnie.
-To nasza pierwsza randka, musiałem zadbać o coś przyzwoitego niż kino i popcorn.- zaśmiał się kulturalnie i podał mi menu. Po chwili podeszła do nas kelnerka.
-Witam, co dla pani?- zapytała.
-Poproszę ravioli po francuzku.- odpowiedziałam grzecznie.
-A dla pana?
-Ja to samo.- uśmiechnął się szarmancko do kelnerki, która lekko się zarumieniła i odeszła od naszego stolika.
-Ej, co to miało być?- zaśmiałam się.
Co?- zapytał niewinnie.
-Oczywiście, że nic- zachichotałam.
Po 30 minutach rozmowy z chłopakiem kelnerka przyniosła nam jedzenie. Oboje podziękowaliśmy i zaczęliśmy jeść. Danie było na prawdę bardzo pyszne. Ani ciężkie, ani tłuste tylko zdrowe i bardzo dobre.
-Jest pyszne, co nie?- zapytałam chłopaka.
-Zgadzam się, świetne danie, miałaś nosa- lekko się uśmiechnął.
-Ale deser zamówisz ty.
-Dobrze- powiedział zajadając.

***
Gadaliśmy z Justinem po zjedzonym posiłku  właściwie wszystkim, o tym co mam zamiar robić, o to on będzie chciał robić w przyszłości i wiele różnych tematów. Następnie chłopak zamówił deser. Było to moje ulubione ciasto czekoladowe z lekką nutką alkoholu i całe było zrobione z bardzo dobrej czekolady.
-Skąd widziałeś, że kocham czekoladowe ciasta?- zapytałam gdy już skończyliśmy jeść. Było tak pyszne, że gdyby nie to, że jesteśmy w restauracji oblizałabym ten talerzyk.
-Ponieważ ja je lubię dlatego zamówiłem.- zaśmiał się, a ja lekko kopłam go pod stołem. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę i porozmawialiśmy po czym Justin poprosił o rachunek. Chciałam się dołożyć, ale jak to na gentelmena przystało wziął rachunek na swoją kieszeń.
Wyszliśmy z budynku i weszliśmy do auta.
-I jak, wszystko było pyszne?- zapytał chwytając mnie za rękę i patrząc mi w oczy.
-Jedzenie było nieziemskie- uśmiechnęłam się.
-Czy mój pomysł na naszą pierwszą randkę ci się spodobał?- nachylił się w moją stronę mówiąc szeptem.
-Nie mógł być lepszy.- powiedziałam również szeptem.
-Jesteś niesamowita wiesz?- zapytał, a jego usta były centymetr od moich.
-Nie wiem...- odpowiedziałam na co Justin przyssał się do moich ust, a ja od razu poczułam przepływ przyjemności i poddałam mu się bez żadnych słów.
Gdy już brakowało nam tchów odeszliśmy od siebie dysząc i patrząc sobie w oczy.
-Wiesz, chyba się w tobie zakochuje- wyznał i znów mnie pocałował, ale tym razem szybko się oderwał i włączył silnik kierując się stronę mojego domu.
Gdy dojechaliśmy, zgasił silnik i tym razem ja chwyciłam go za dłoń.
-Dziękuje- powiedziałam i pocałowałam go tak jak zrobił to on czyli intensywnie, ale szybko.- i wiesz, ja  tobie chyba też- oznajmiłam szeptem i wyszłam z auta.

***
Hejka kochani :* Na samym początku pisania dzisiaj tego rozdziału w ogóe nie miałam weny, ale ja pisze na spontanie serio, żadko zrobię tak, że przemyśle to co będzie w rozdziale i dzisiaj bez początkowej weny napisałam to, ale później już wszystko  mojej głowie zaczęło się układać  i wena pojawiła się w środku na końcu :D Wiem, to dziwne, ale cóż, życie :D
Kolejny rozdział będzie chyba w środę!

I serio, czekam na jakikolwiek komentarz osoby, która to czyta. Chociaż jeden, proszę ;')

wtorek, 3 listopada 2015

Rozdział X

  Byłam pogrążona w głębokim, pięknym śnie, gdy nagle ktoś szarpnął mną tak mocno, że omal nie spadłam z własnego łóżka. Szybko otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą uśmiechniętą Cat. Podniosłam się do pozycji siedzącej, przetarłam oczy aby nie być tak otumanionym i spojrzałam na dziewczynę:
-Co ty tutaj robisz Cat?- zapytałam zdziwiona.
-Twoja ciotka mnie wpóściła. Ubieraj się, idziemy na jakiś spacer, lody!- powiedziała pełna entuzjazmu i z uśmiechem, który nie schodził jej z twarzy. Popatrzałam na nią dokładnie i zobaczyłam, że ubrała się dzisiaj na prawdę ładnie. Miała na sobie sukienkę w kwiaty, inną niż poprzednio i jeansową kamizelkę z ćwiekami na jednej z kiszonek. Na jej stopach pobłyskiwały diamenciki przyczepione do jednego z pasków sandałów. Miała lekki makijaż, a włosy spięte w luźny kok, z którego wychodziły słodko pojedyńcze pasemka.
-Pięknie dzisiaj wyglądasz, to jakaś okazja czy coś?- spytałam podnosząc się z łóżka i kierując do drzwi od łazienki.
-Nie, po prostu mam dzisiaj dobry dzień i chciałam się nim z tobą podzielić- powiedziała z uśmiechem i zajęła się oglądaniem pokoju, a ja weszłam do łazienki. Zdjęłam ubrania i weszłam pod prysznic, aby się odświeżyć przed dzisiejszym dniem. Nałożyłam na dłoń trochę różanego balsamu do ciała i rozprowadziłam go po całym ciele. Pachniał nieziemsko. Umyłam jeszcze włosy i wyszłam z uśmiechem spod miłego, porannego prysznica. Wytarłam się, włosy owinęłam ręcznikiem jak i swoje ciało i weszłam spowrotem do pokoju. Przy mojej szafie z ubraniami stała Cat i oglądając wszystkie ubrania znajdujące się w niej. Zamknęłam za sobą drzwi, a ona odwróciła się w moją stronę w ręku trzymając krótki top i parę ogrodniczek z krótkimi nogawkami:
-Zgaduję, że mam się w to ubrać?- wskazałam na ubrania, które dziewczyna trzymała w dłoniach.
-Dokładnie tak. Do tego może sandały albo jakieś vansy, co preferujesz.- zaśmiała się i żóciła ubrania na łóżko. Wzięłam je i poszłam ukryć się za parawan aby w spokoju się przebrać. Nie powiem, podobało mi się. Wyszłam zza parawanu i podeszłam do toaletki. Cat siedziała na łóżku.
-I co?- zapytałam ją.
-Świetnie- odpowiedziała, a ja zajęłam się lekkim makijażem. Nałożyłam trochę podkładu, korektor pod oczy i pomalowałam rzęsy oraz nałożyłam błyszczyk. Było okej. Następnie wzięłam się za wysuszenie włosów. Wysuszyłam je dokładnie suszarką i rozczesałam je. Nie chciałam je w nic wiązać więc po prostu zostawiłam rozpuszczone.
-Pięknie wyglądasz.- powiedziała Cat gdy odwróciłam się w jej stronę robiąc pozę modelki.
-Sie wie- roześmiałam się.- to co, idziemy?
-No jasne. A tak przy okazji masz bardzo ładny pokój.- powiedziała z uśmiechem.
-A dziękuje bardzo.- wzięłam torbę i wyszłyśmy z pokoju kierując się do kuchni. Była tam ciocia i Cody.
-Cześć ciociu, cześć Cody- powedziałam z uśmiechem do obydwóch biorąc z lodówki jogurt pitny.
-Cześć Bella- powedzieli jednocześnie.
-Ciociu, ja wychodzę z Cat. A tak przy okazji, Cody to jest Cat, Cat to jest Cody- postanowiłam, że ich sobie przedstawie. Chłopak wstał z krzesła, podszedł do dziewczyny podając jej rękę. Miał taki sam zalotny uśmieszek jak Justin.
-Miło mi cię poznać.- powiedział szelmowsko.
-Mi ciebie również.- odpowiedziała Cat lekko zarumieniona. Popatrzyli jeszcze chwilę na siebie po czym blondyn wrócił na swoje poprzednie miejsce.
-To my idziemy, pa!- powiedziałam na odchodnym wraz z Cat i wyszłyśmy przed dom.
-Kierunek "On the beach"!- krzyknęła i chwyciła mnie za rękę, którą ujełam.
Doszłyśmy w jakieś 15 minut i zajęłyśmy nasze ulubione miejsca pod parasolami z widokiem na pobliski ocean, a po drugiej stronie bandy do jazdy na deskorolce. Po chwili podeszła do nas kelnerka.
-Dzień dobry, co sobie życzycie?- zapytała pogodnie. Nie była dużo starsza ode mnie czy od Cat.
-Poprosimy 2 pucharki lodów- mix i dwie pinacolady- powiedziałam również z uśmiechem. Kelnerka zapisała i odeszła.
-Jakie masz plany na resztę dnia?- zapytała blondynka.
-Po południu idę do Justina- powiedziałam uśmichnięta patrząc na ocean i jego nierówną taflę.
-Wszystko dobrze między wami?
-Tak, świetnie.- popatrzyłam jeszcze chwilę na wodę i skierowałam twarz na Cat.- czy mogę ci zadać pytanie?
-Pewnie- zaśmiała się i usiadła wygodnie patrząc na mnie.
-Czy podkochujesz się w Austinie?- zapytałam wprost.
-Co?!- zaśmiała się lekko oniemiała i zaskoczona.
-No co, widać to chyba po tobie...
-Ojejku, serio?- zapytała opadając na siedzenie i wznosząc głowę no góry.
-Serio- uśmiechnęłam się i pogłaskałam ją po dłoni aby dodać jej otuchy.
-Owszem, podoba mi się- spojrzała na mnie zawstydzona.
-Od razu to wiedziałam!- powiedziałam dumnie.
-Ale nie wydaję ci się, że on coś do ciebie czuje?- zapytała lekko zmartwiona.
-Jeśli będzie chciał o coś takiego spytać, powiedzieć czy zaproponować to mu odmówię ponieważ dla mnie jest dobrym przyjacielem. Wcześniej też tak myślałam, że może będzie coś więcej, ale uwiesz mi, Justin jest dla mnie ważniejszy,a do niego nawet nie poczułam tego czegoś. Czuję się dobrze w jego towarzystwie, ale nic więcej- powiedziałam z małym uśmiechem i podesżłam do niej aby ją przytulić.
-To się ciesze. Jesteś najlepszą przyjaciółką jaką miałam.- powiedziała i również mnie przytuliła. Poczuła ulgę.
-O, idą nasze pyszności- powiedziałam wskazując na dziewczynę, która niosła jedzenie. Usiadłyśmy spowrotem na swoich miejscach i już po chwili przed naszymi oczami stanęły piękny, kolorowy pucharek i zimna pinacolada.
-Dziekujemy!- powedziałyśmy razem z Cat. Chwyciłam do ręki pinacoladę i upiłam łyk. Jak zawsze pyszna. Następnie zaczęłyśmy pałaszować nasze pucharki z lodami.
-Mega są, co nie?- zapytała dziewczyna.
-Yhm, świetne smaki- oznajmiłam biorąc kolejną łyżeczkę do ust. Nagle ktoś podszedł do naszego stolika. Podniosłam głowę i zobaczyłam Austina. Spojrzałam na Cat, która się zarumieniła, a ja roześmiałam się w głębi duszy. Już knułam jak ich zeswatać.
-Cześć dziewczyny- uśmiechnął się i usiadł koło mnie. "Czemu tu było wolne, a nie obok Cat?!"- pomyślałam.
-Cześć Austin- powedziałyśmy razem uśmiechając się do nigo.
-Co tam u ciebie?- zapytałam pierwsza ponieważ blondynka nie pałała chęcią odezwania się chodź znali się dość długo i byli kumplami.
-A wszystko okej, biegamy dzisiaj?- zapytał z lekką nadzieją w głosie.
-Dzisiaj nie mogę, spotykam się z Justinem- uśmiechnęłam się mówiąc pewnie. Nie chciałam żadnych niedomówień z jego strony.
-Aha, rozumiem...Szkoda, bo chciałem cię gdzieś zaprosić- powedział, a ja lekko otępiałam.
-Słuchaj Austin, nie zrozum mnie źle, ale się tylko z tobą przyjaźnię i tak zostanie. Mam Justina i to on mi się podoba więc jeśli myślałeś, że może coś być między nami czy coś to przepraszam, ale chce się tylko z tobą przyjaźnić- powiedziam i uśmiechnęłam się do niego, a on spojrzał się na mnie jak na głupią.
-Aha, nie ja...no spoko...to ja chyba będę się zbierał.- oznajmił i podniósł się z krzesła.
-Czekaj, może zabierzesz Cat? Będzie całe po południe sama więc zaproś ją co?- spojrzałam na dziewczynę, której oczy osiągnęły zenit i lada chwila miały wypaść.
-Czemu nie, pójdziesz ze mną Cat?- zapytał po chwili zamyślenia.
-Yyy... no jasne- powedziała i uśmiechnęła się jak gdyby miała jakieś skrzywienie twarzy, a ja się lekko zaśmiałam.
-To super, przyjdę po ciebie koło szesnastej okej?- zapytał.
-No jasne...- oznajmiła.
-Na razie dziewczyny- powiedział i odeszedł, a ja spojrzałam na Cat.
-Nie ma za co.- roześmiałam się, a blondynka w mgnieniu oka podeszła do mnie o mocno mnie przytuliła.
-Dziekuję.

***
Stałam przed szafą szukając czegoś na wyjście czegoś do Justina. Wprawdzie mieliśmy siedzieć tylko w domu, ale czułam, że może akurat dzisiaj ubiorę się trochę lepiej. Po kilkunastu minutach przeglądania wzięłam sukienkę w kwiatki i moje ulubione sandały. Przebrałam się, poprawiłam makijaż i przeczesałam włosy, chwyciłam torebkę i zeszłam na dół. Zostawiłam tylko kartkę cioci aby się nie martwiła i wyszłam. Byłam tam tylko raz, ale pamiętałam drogę i już po kilku minutach byłam pod jego drzwiami. Otworzył po chwili:
-Cześć- powedziałam miękko z lekkim uśmiechem.
-Cześć skarbie- powiedział i chwycił mnie za rękę przyciągając do siebie i lekko całując. Zarumieniłam się. Nie puszczając mojej ręki skierowliśmy się salonu. Usiadłam na kanapie, a chłopak obok mnie.
-Więc, co będziemy robić?- zapytałam uśmiechając się.
-Tym razem jakaś komedia romantyczna albo co tam wybierzesz?
-No jasne.- uśmiechnęłam się jeszcze szerzej i chciałam go przytulić, ale on to wykorzystał i od razu mnie pocałował. Najpierw delikatnie nasze usta lekko się muskały, ale co raz szybciej delikatny pocałunek przemienił się w namiętny i intensywny. Osunęłam się na kanapę i już po chwili Justin leżał na mnie, a ja oplotłam jego biodra nogami. Nasze języki tańczyły jak szalone, a ja cały czas smakowałam jego ust. Jak zawsze były miękkie, słodkie i bardzo delikatne. Każdy pocałunek sprawiał mi wielką przyjemność. Jego pocałunki schodziły co raz niżej, teraz całowł mnie po szyi. Jęknęłam gdy lekko ssał moją skórę robiąc mi malinkę na szyi. Jego ręka schodziła co raz niżej i niżej, aż w końcu oderwałam się lekko od niego aby złapać oddech. Obydwoje głośno oddychaliśmy łapiąc powietrze i patrząc sobie głęboko w oczy.
-Zostaniesz moją dziewczyną?- zapytał, a ja od razu pokiwałam głową i pocałowałam go szybko po czym usiadłam w normalnej pozycji i sięgnełam szklankę wody ze stołu.
-Więc oglądamy Szkołę uczuć.- powiedziałam i włączyłam film.
-Dobrze skarbie.- powiedział, a ja byłam w siódmym niebie.
-Nie mogę w to uwierzyć- powiedzieliśmy w tym samym momencie i roześmialiśmy się. Oparłam głowę na ramieniu Justina i oboje pogrążyliśmy się film.
Gdy film się skończył, Justin udawał, że zasypia.
-Świetny film, nie sądzisz?- zapytałam.
-Trochę nudny i...- ale nie dałam mu dokończyć tylko dałam mu kuksańca na co oboje się roześmialiśmy.
-Więc co robimy teraz?
-Idziemy na lody, a późnien cię odprowadzę co?- zapytał.
-Dobry pomysł- uśmiechnęłam się i oboje skierowaliśmy się do wyjścia.
Kupiliśmy lody i wolnym krokiem kierowaliśmy się w kierunku mojego domu.
-A co robimy jutro?
-Może nareszcie wybierzemy się do tego kina?- zaśmiałam się.
-Bardzo mądry pomysł. Wybiorę coś co będzie podobać się nam obojgu. Przyjdę po ciebie koło 16 okej?- zapytał gdzy już byliśmy pod moimi drzwiami.
-Okej, to pa.- powiedziałam i pocałowałam go namiętnie czując narastające motylki w brzuchu. Chyba powoli się w nim zakochiwałam....
Weszłam do domu rozmarzona i od razu weszłam do salonu gdzie siedziała cała paczka. Powitałam ich i już razem oglądaliśmy telewizję chodź ja cały czas byłam przy naszych wspólnych pocałunkach uśmiechając się sama do siebie.



****
Hej kochani! Po kilku przemyśleniach i kilku poradach za które dziekuje napisałam całkiem inaczej ten rozdział i wydaję mi się, że wyszło jak na początek całkiem okej. Cały czas będę nad tym pracowała.
Kolejny rozdział prawdopodobnie pojawi się w piątek! 
:*

piątek, 30 października 2015

Rozdział IX

  Obudziłam się o 10 przed południem. Przetarłam oczy, wzięłam telefon do ręki i przejrzałam internet. Po pięciu minutach wyszłam z łóżka i skierowałam się do łazienki aby wziąść prysznic.
Następnie ubrałam się w czarne shorty, czarną bluzkę bez rękawów i czarne trampki. Dzisiaj na czaro, stwierdziłam i zeszłam na dół.
W kuchni zastałam ciocię:
-Cześć ciociu.- przywitałam się z nią z uśmiechem.
-Cześć Bella- uśmiechnęła się.
-Co dzisiaj robisz?- zapytałam.
-Dzisiaj właściwie będę cały czas w domu, może dopiero później pojadę na jakieś zakupy bo mamy pustą lodówkę, a na kolację przychodzi Ariana.- powiedziała ciocia z uśmiechem, a na mojej twarzy od razu pojawił się banan.
-Super!- zaśmiałam się, a ciocia podała mi talerz z naleśnikami.
-Ciociu, nie było trzeba...- powiedziałam zajadając naleśniki z syropem klonowym.
-Oj tam, chłopcy też dostali.
-Wstali już?- zapytałam.
-Tak, wstali, zjedli i już gdzieś pobiegli. Nigdy nie umią usiedzieć w miejscu- zaśmiała się, a ja z nią.
-No tak...
-A ty masz jakieś plany na dzisiaj?- zapytała ciotka.
-Mam wypad ze znajomymi.- oznajmiłam. Nie chciałam jej mówić, że wychodzę z Austinem, nie musiała o nim na razie wiedzieć.
-To fajnie, ciesze się, że kogoś tu poznałaś.
-Też się ciesze. Myślałam, że będę siedziała tylko tutaj, a tu na szczęście...- zaśmiałam się i odłorzyłam talerz do zlewu.

***
-O której po mnie przyjdziesz?- zapytałam Austina gdy odebrał telefon.
-15 może być?- zaśmiał się.
-No jasne.- powiedziałam z uśmiechem.
-Nie mogę się doczekać- powiedział.
-Wiesz co, ja również, ale chciałabym wiedzieć gdzie mnie zabierzesz?
-Dowiesz się gdy po ciebie przyjdę, a na razie mała wskazówka- adrenalina.- powiedział i rozłączył się.
Była dopiero 12 więc postanowiłam, że zadzwonię do rodziców, Weroniki i może spotkam się z Cat.
-Cześć tato- powiedziałam z miłością w głosie.
-Cześć kochanie- powiedział słodko.
-Co tam u ciebie słychać? Co tam w wielkim świecie?- zaśmiał się.
-A wszystko dobrze. Mam tu znajomych, ciocia jest miła i w ogóle...-powiedziałam melancholijnie.
-To bardzo się z mamą cieszymy.- powiedział wzruszony.
-Teskie za wami- powiedziałam smutno.
-My też...
-Ale dobra, bo zaraz się rozpłaczemy- zaśmiałam się.
-No właśnie, więc zadzwoń znowu niedługo i pozdrów ciotkę- powiedział tata i rozłączył się.
Teraz zadzwoniłam do Weroniki.
-Hej kochana- zagruchotałam.
-Cześć skarbie!- zapiszczała.
-Co tam u ciebie, jakiś chłopak na oku?- zaśmiałam się.
-A żebyś wiedziała!- była rozpromieniona, a ja bardzo się z tego cieszyłam.
-Opowiadaj!

***
-Dobra, ja muszę kończyć. Wszystko chyba wiesz- zaśmiała się Weronika.
-No jasne, paa- dałam jej "całusa" i się rozłączyłam.
Gadałyśmy godzinę, ale miałyśmy o czym. Wstałam z fotela w moim pokoju i zeszłam na obiad do kuchni. Zjadłam powoli spagetii i wróciłam do siebie aby trochę się ogarnąć przed wyjściem z Austinem.
Umyłam zęby, nałożyłam trochę podkładu, tuszu do rzęs oraz przeczesałam włosy. Byłam gotowa. Nie przebierałam się tylko wzięłam torebkę i zeszłam na dół.
Gdy wyszłam na zewnątrz Austin już stał.
-Hej piękna- powiedział z uśmiechem i mnie przytulił. Pachniał pięknymi, lekkimi, męskimi perfumami. Był ubrany w krótkie spodnie i zwykłą białą bluzkę z nadrukiem. Jak zawsze był przystojny.
-No cześć mistrzu- zaśmiałam się.- więc, proszę powiedz gdzie idziemy- zrobiłam minę kota shreka.
-Nie weźmiesz mnie na te słodkie oczka chodź jest mi trudno na nie nie patrzeć- powiedział czarująco i spojrzał mi w oczy, a ja się zarumieniłam i zmieniłam minę.
-Więc nie powiesz mi dopóki tam nie dojdziemy.- zaśmiałam się trochę zmieszana.
Dalej szliśmy głównie w ciszy, jedynie ja od czasu do czasu pytałam czy jeszcze daleko albo chciałam aby powiedział jeszcze jakąś wskazówkę, ale on tylko kręcił głową i śmiał się, a ja za każdym razem dawałam mu kuksańca w bok, aż w końcu się zirytowałam i już nic nie mówiłam.
Szliśmy już dobre pół godziny. Miałam się go zapytać czy jeszcze daleko, jak długo, ale nagle zauważyłam wychylające się zza  parku tory, tory w powietrzu....
-Nie!- powiedziałam, a serce podeszło mi do gardła.
-Tak!- zaśmiał się i chwycił mnie za rękę.
-Proszę cię, zawsze chciałam na tym jechać, ale nie na takim wysokim rollercoasterze.- zaśmiałam się.
-Wcale nie jest tak źle, zaufaj mi. Zrobiłaś to wcześniej i się nie zawiodłaś- powiedział patrząc mi w oczy.
-Zgadza się...a wiesz co, ja jestem fanką adrenaliny więc czemu nie, zróbmy to!- roześmiałam się i teraz ja go zaciągłam. Bałam się trochę, ale bardzo chciałam spróbować i poczuć tą adrenalinę.
-Poczekaj tylko, ja kupie bilety i wejdziemy- oznajmił i poszedł do kasy, a ja się rozejrzałam. Było tam już kilka osób czekając na swoją kolej w tym dużo dzieci więc to naprawdę nic takiego.
-Masz?- zapytałam gdy Austin przyszedł z powrotem.
-No jasne, idziemy?- zapytał i chwycił mnie za rękę.
-Pewnie- uśmiechnęłam się i poszliśmy zająć swoje miejsca.
Ruszyliśmy. Na początku ruszaliśmy powoli podchodząc pod dość dużą górkę z coraz większą prędkością aż w końcu dojechaliśmy na sam szczyt i polecieliśmy w dół z wielką szybkością, a ja krzyknęłam. Austin wydawał się nie wzruszony, ale wiedziałam, że również się boi. Śmiał się. a ja krzyczałam!!!

***
-O matko!- wydusiłam z siebie gdy oboje byliśmy już na lądzie cali i bezpieczni.
-Fajnie co nie?- Austin się zaśmiał.
-Dawno się nie najadłam takiego strachu, ale było warto, oj było...- stwierdziłam z ulgą. Adrenalina nadal we mnie szala i pewnie jeszcze długo nie spadnie.
-To co, teraz na pizze?
-Pewnie- powiedziałam i poszliśmy w stronę pobliskiej pizzeri.

***
Siedzieliśmy w niej jeszcze z 2 godziny aż w końcu skierowaliśmy się w stronę domu:
-A może dzisiaj a ciebie odprowadzę?- zapytałam. Chciałam wiedzieć gdzie mieszka.
-No dobra- zaśmiał się.
Po 45 minutach byliśmy pod całkiem ładnym blokiem.
-Mieszkasz tutaj?- zapytałam wskazując na blok.
-Dokładnie na siódmym piętrze.
-To następnym razem ja przyjdę po ciebie okej?- powiedziałam.
-Z wielką chęcią- uśmiechnął się.
-No to pa- powiedziałam znów go przytulając.
-Pa księżniczko- powiedział a ja się zarumieniłam i spojrzałam na niego.
-Było świetnie, dzięki,- i poszłam.
Był na prawdę świetnym chłopakiem. Nigdy jeszcze się z nim nie nudziłam i zawsze robiliśmy to co interesowało mnie i jego. Sądzę jednak, że może być tylko na razie bardzo dobrym przyjacielem.
Justin wiele dla mnie znaczy i nie chce niszczyć naszej znajomości, więzi.
Po kilku minutach byłam już w domu i usłyszałam śmiech Ariany w salonie. Od razu się tam skierowałam.
-Cześć- powiedziałam do cioci i Ariany.
-Hej Bella- dziewczyna wstała i podeszła do mnie przytulając mnie. To jest najlepsza rzecz w moim życiu. Nie myślałam, że kiedykolwiek ją spotkam, nie wspominając już o wspólnej kolacji i przytuleniu się.
-Co tam u ciebie?- zapytałam na luzie.
-A wszystko dobrze, koncerty już się odbyły więc teraz mam chwilę odpoczynku do następnych dwóch i wywiadu w jakieś stacji.- oznajmiła gdy siedziałyśmy już przy stole.
-Rozumiem.- wypiłam tylko szklankę i zjadłam kawałek zapiekanki wegańskiej ponieważ Ariana nią jest.

***
Siedziałam już łóżku oglądając kolejny odcinek American Horror Story gdy nagle zadzwonił telefon z nieznanym numerem:
-Halo?- zapytałam.
-Cześć skarbie- zaśmiał się.
-Justin! Skąd masz mój numer?- zaśmiałam się zadowolona.
-Cody znalazł w telefonie ciotki i mi dał- powiedział dumny.
-Spryciarze- roześmiałam się.
-Spotkamy się jutro?- zapytał.
-Pewnie, ale może posiedzimy w domu. Mogę do ciebie wpaść?
-No pewnie, będzie mi bardzo przyjemnie- powiedział uwodzicielsko, a mi uśmiech nie schodził z twarzy.
-No to do jutra skarbie, śpi dobrze- powiedział uprzejmie, a mi jak zawsze zrobiło się miło na sercu.
Odłożyłam telefon i znów zagłębiłam się w serialu.



**********
Witam! Następny rozdział będzie prawdopodobnie w poniedziałek lub we wtorek, ale wiadomo teraz święto i w ogóle trzeba to wolne od szkoły wykorzytać. Jadę też do babci a ona nie ma internetu więc też nie miałabym jak dodać ;/ Więc dodaje dzisaj i kolejny w następnym tygodniu. :*
Komentujcie ;') 

środa, 28 października 2015

Rozdział VIII

  -To nie miało być tak!- krzyknął Cody.
-A niby jak?! Wyraźnie słyszałam jak mówiłeś, że wam przeszkadzam i uczepiłam się was jak rzep  do psiego ogona!- również krzykłam, ale byłam strasznie wściekła na  niego od czasu tamtej rozmowy jego z Justinem.
-Bo na początku tak twierdziłem! Ale doszłem do wniosku, że jesteś tutaj dopiero od tygodnia i niby kogo miałabyś się trzymać jak nie mnie czy Justina- powiedził już bardziej opanowany chodź cały czas był czerwony na twarzy.
-Brawo Sherlocku, że nareszcie to pojołeś!
-Czyli co, wybaczysz mi?- zapytał skruszony.
-Jeśli na prawdę pojołeś, że nie chciałam się w was wciąć tylko nikogo tu nie znałam to tak...- powidziałam zirytowana.
-Tak, pojołem.- powiedział i uśmiechnął się lekko.
-A o Justinie mi nic nie mów, ok?- zapytałam kierując się do salonu z zamiarem obejrzenia telewizji.
-Czekaj, pokłuciliście się czy coś?- zapytał ciekawy.
-W naszej znajomości nie uwzględnił próby zgwałcenia koleżanki Cat.- powiedziałam z lekkim znudzeniem.
-Że co?! Justin miałby kogoś zgwałcić?- parsknął śmiechem. Opowiedziałam mu o tym co zaszło w kawiarni.
-I co teraz powiesz?
-Byłem na tej imprezie z Justinem...- powiedział, a ja patrzyłam na niego w lekkim osłupieniu.
-Więc? Opowiedz mi co się tam stało i pamiętaj, nie kłam bo przed chwilą ci wybaczyłam.- powiedziałam groźnie.
-Pamiętam, że wtedy Justin nie mógł odpędzić się od jakieś dziewczyny. Nasza paczka tańczy, a ona do nas doskakuje i zaczyna kręcić tyłkiem przed Jusem. On cały czas jej powtarzał, że ma ją w dupie bo tak działa mu  na nerwy, ale ona i tak była nahalna więc wraz z Justinem zabraliśmy ją do jakiegoś pokoju, a on jej wszystko wydłumaczył, dość krzykliwie, ale też był troche wstawiony i tyle.- powiedział, a ja oniemiałam.
-Czyli twierdzisz, że nic jej nie zrobił, a ona sama to sobie uroiła?
-Dokładnie tak.- skinął głową.
-Dzwoń do niego. Chyba też się z nim jeszcze nie pogodziłeś co nie?- powidziałam zdeterminowana ponieważ musiałam go przeprosić.
-No jeszcze nie...- powiedział i leniwie wyciągnął telefon.
-Siema Justin, możesz do nas wpaść?- zapytał z nadzieją w głosie. Widać, że zależało mu na odzyskaniu przyjaciela.
-Zaraz będę.- powedział i się rozłączył, a my poszliśmy usiąść na kanapie i na niego poczekać.
Po dosłownie 5 minutach Justin otworzył drzwi domu i wszedł do salonu, a my od razu wstaliśmy.
-Cześć Justin...- powiedziałam lekko niepewnie.
-Cześć wam.- powiedział i dalej stał w tym samym miejscu tak samo jak my.
-Ja zaczne pierwsza- powiedziałam do Codiego i podeszłam bliżej ciemnookiego.-Przepraszam.
-Ale za co?- zapytał i również się przybliżył.
-Za to, że niesłusznie cię oskarżałam...Cody mi wszystko wyjaśnił, ale nie dziw się, znam cię od kilku dni i nie mogłam od tak ci uwierzyć, a zwłaszcza w takie oskarżenie.- popatrzałam mu w oczy.
-Rozumiem cię, miałaś pełne prawo mi nie ufać.- zaśmiał się.
-Czyli co, zgoda między nami?- zapytałam uśmiechnięta i pełna nadziei.
-No jasne.- zaśmiał się i mocno mnie przytulił. Brakowało mi trochę tego zapachu, dotyku i czułości oraz charmoni, którą odczuwałam w jego towarzystwie.
-A teraz moja kolej.- zaśmiał się Cody, a ja odsunęłam się od chłopaka by swobodnie mógł iść do blondyna.
-No co tam?- zaśmiał się Justin.
-Sory stary, że obraziłem wedy i ciebie i Belle- powidział lekko skruszony.
-Zluzuj majty!- zaczął śmiać się Justin, a Cody po chwili razem z nim. Ja również się roześmiałam.
-Czyli co, oglądamy razem jakiś film dziś wieczorem?- powiedział rozradowany blondyn.
-Chwila, pogodziliście się?- zapytał Justin wskazując w kierunku mnie i Codiego.
-Przed chwilą- powiedziałam.
-No i super. Wszystko gra!- powiedział ciemnooki, podszedł do mnie i złapał mnie za biodra podnosząć do góry. Obrucił się 2 razy i mnie póścił.
-I ty mnie uniosłeś?- zaśmiałam się.
-Jesteś lekka jak piórko- zaśmiał się Justin.
-Tsa, jasne- dalam mu kuksańca.

***
-Czyli to jednak nie prawda co mówiła Taylor.- stwierdziała Cat gdy razem siedziałyśmy w "On the beach" pijąc pinacolade.
-Dokładnie. Gdyby nie Cody, on cały czas byłby oskarżony o jej zgwłacenie.- powiedziałam i na samą myśl o tym zrobiło mi się niedobrze.
-Muszę z nią pogadać w najbliższym czasie.- stwierdziła Cat pijąc napój.
-Niech ci to wyjaśni- powedziałam dość pewna siebie.
-Jasne, czyli teraz wróciliście do siebie z Justinem?- zapytała blondynka.
-Wiesz, tak oficialnie nie byliśmy ze sobą, ale mogę śmiało powiedzieć, że nasze relacje wróciły na odpowiednie tory.- zaśmiałam się.
-Aha...No kogo ja widzę?- zaśmiała się Cat patrząc na nadchodzącego Austina.
-Witam cię Cati- podszedł do blondynki uśmiechnięty i przytulił ją, a następni spojrzał na mnię i również był uśmiechnięty tak samo jak ja.
-Hej mistrzu.- zaśmiałam się przybijając mu piątkę, ale on wolał mnie przytulić, a ja wcale nie spekulowałam.
-No siemanko Bella- przysiadł się do nas od razu.
-Dzsiaj też idziemy poćwiczyć?- zapytał kopiąc mnie pod stołem.
-Koło 5 możesz po mnie przyjść.- zaśmiałam się i oddałam mu mocniej.
-Czy ja o czymś nie wiem?- zapytała Cat.
-Nie, po prostu ćwiczę z Austinem.- wyjaśniłam jej.
-Ahaa...- powiedziała dziewczyna patrząc na mnie dziwnym wzrokiem. Chyba była zazdrosna o Austina czyli...on się jej podoba! Zaśmiałam się w głebi duszy.
-Nic nas nie łączy- dopwiedziałam.
-Przeciesz ty masz Justina- powiedziala Cat.
-Tak...- powedziałam już nie z taką chęcią, ale nie chciałam aby chłopak wiedział, że coś mnie łączy z ciemnookim.
-Masz chłopaka?- zapytał ciekawy Cody.
-Oficjalnie nie jesteśmy parą.- powiedziałam.
-Rozumiem...- powiedział z lekką nutką niesmaku.
-Dobra, ja już lece. Pamiętaj, wbijasz po mnie o 5- oznajmiłam, pożegnałam się z Cat i poszłam.
Sama nie wiem czemu nie chciałam aby Cody wiedział o Jusie. Chciałam zobaczyć jak nasza relacja się rozwinie ponieważ stawał się dla mnie bliższy i dobrze mi się z nim rozmawiało i chyba obydwoje dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie.'

***
Ubrałam się w sportowe ciuchy, związałam włosy i zeszłam na dół. Wzięłam wcześniej schłodzoną wodę bo było dzisiaj bardzo gorąco i wyszłam przed dom gdzie czekał na mnie Austin:
-Cześć piękna- zaśmiał się uwodzicielsko.
-Cześć piękny- roześmiałam się wraz z nim.
-Najpierw bieg do parku tak?- zapytał.
-Oczywiście.- i pobiegliśmy. Dzisiaj nie było rywalizacji tylko zwykłe, wspólne bieganie.
-Dzisiaj musimy niestety skończyć wcześniej- oznajmiłam gdy brzybliegliśmy do parku.
-Czemu?- zapytał zdziwiony.
-Wieczorem przychodzi do mnie i do Codiego czyli mojego "kuzyna" Justin, mamy oglądać filmy czy coś...- odpowiedziałam chodź niezbyt chętnie.
-Aha...no spoko, rozumiem.- powiedział smutny.
-Czemu od razu tak spochmurniałeś?- zapytałam.
-Myślałem, że znów spędzimy ze sobą trochę czasu niż tylko godzinę.
-A może wpadniesz do nas?
-Wiesz sama, że nie jest to dobry pomysł.- stwierdził i zaczął się rozciągać.
-Masz rację.- również się rozciągałam.
-Może masz jutro ochotę iść ze mną w pewne miejsce?
-A wiesz, z chęcią.- zaśmiałam się.
-No to super. Gotowa?
-Tak.- i zaczeliśmy. Znów ćwiczyliśmy karate.
-Dobrze ci idzie.- stwierdził po kilkunastu minutach ćwiczeń.
-Co, mocne ciosy?- zaśmiałam się.
-Chciałabyś.- dał mi kuksańca, a ja go uderzyłam.
-I co?- zapytałam dumna.
-A to.- i chwycił mnie tak, że obaj wylądowaliśmy na ziemi, a ja byłam przez niego obezwładniona.
Jego twarz była kilka centymetrów nad moją. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy przez dobrą chwilę zanim zorientowałam się, że to jest na prawdę dziwna sytuacja.
-Chyba musimy się zbierać.- stwierdziłam kiedy zaczął mnie podnosić,
-Okej. Biegniemy?
-No pewnie.- minęło kilka minut i znów byliśmy pod moim domem.
-Dzięki wielkie za dzisiaj.- powiedziałam uśmiechnięta i przytuliłam go.
-Nie ma za co.- obiął mnie mocno i nie póścił.
-Możesz mnie już póścić?- roześmiałam się.
-A tak... to pa.- powiedział z lekkim uśmiechem i odszedł, a ja weszłam do domu i od razu udałam się na górę aby wziąść prysznic i ubrać się w świeże ubrania.

***
Byłam już gotowa. Założyłam zwykle dresowe spodnie z opuszczonym krokiem i bokserkę oraz bluzę. Było wygodnie i dla mnie perfekcyjnie. Nigdy nie miałam tak, że dla chłopaka musiałam czy chciałam ładnie wyglądać. Dla mnie to nie było ważne.
Przeczesałam włosy i zeszłam na dół słysząc głos roześmianego Justina. Weszłam do salonu:
-Siema chłopaki.- przywitałam ich z lekkim uśmiechem i usiadłam koło Justina.
-Cześć Bella.- powiedzieli jednocześnie.
-Co oglądamy?- zapytałam zaciekawiona.
-Egzorcyzmy Emily Rose!- krzyknął Justin.
-Nie! Dom na nawidzonym wzgórzu!- powiedział Cody.
-A mogę ja wybrać?- powiedziaiłam podniesionym głosem.
-No dobra...- powiedzieli oboje ze smutkiem.
-Martwe zło.- powiedziałam dumna. Wiedziałam, że jest jeszcze gorszy niż te co chcieli oglądać chłopcy.
-Pewnie jest słaby...- stwierdził Justin.
-Jasne, a zaraz będziesz się do mnie przytulał ze strachu.- zaśmiałam się i włączyłam film.

***
-AAA!- krzyknął Justin i chwycił moją rękę, a ja się lekko roześmiałam.
-To jest masakryczne!- stwierdził chłopak przybliżając się do mnie.
-A nie mówiłam.
-Oj mówiłaś- powiedzieli jednocześnie.

***
Była już 2 w nocy, a my już oglądaliśmy chyba 3 horror. Byłam padnięta więc praktycznie spałam na ramieniu Justina:
-Chce ci się spać?- zapytał się ciemnooki.
-Oj tak.- stwierdziłam i lekko się podniosłam.
-Zaprowdzić cię na górę?
-Gdybyś mógł.- powiedziałam lekko otumaniona. Wziął mnie pod ramię i razem powoli weszliśmy po schodach, a następnie weszliśmy do mojego pokoju.
Błyskawicznie przebrałam się w piżamę za parawanem i wskoczyłam do łóżka.
-Dobranoc skarbie- pocałował mnie.


*****
Siemka :) Teraz dopiero dodaje rozdział, ale szkoła i w ogóle pełno spraw na głowie ;/
I pewnie już tak będzie, że nie zawsze będę mogła codziennie pisać i dodawać nowe posty, ale cóż... życie :)
Komentujcie, bo chce wiedzieć czy ktoś to na prawdę czyta! :D




niedziela, 25 października 2015

Rozdział VII

  Znów obudziło mnie wibrowanie telefonu, ale jak się okazało był to sms od Cat: "Będę po ciebie za 15 minut ;)". Zerknęłam na godzinę-8:02. Czemu tak wcześnie?! Wywlokłam się z łózka i poszłam jak zawsze do łazienki. Umyłam się, związałam włosy w kucyk i wyszłam z pokoju. Założyłam sukienkę w kwiatki i paskiem na talii oraz moje sandały. Żadko nosze sukienki, ale zapowiadał się upalny dzień i nie chiałam aby spodenki kleiły mi się do ciała. Założyłam jeszcze na nadgarstek 2 bransoletki, wzięłam torbę i zeszłam na dół. Nikogo nie było w kuchni więc napisałam cioci kartkę, wzięłam jak zawszę butelkę wody i wyszłam. Czekała już na mnie Cat:
-No siemka.- oznajmiłam przytulając ją.
-Cześć Bella.- zaśmiała się.
-Więc gdzie idziemy dzisiaj?- zapytałam z uśmiechem na twarzy.
-W miejsce gdzie można pojeździć na desce. My może nie będziemy jeździły, ale mój kumpel ma dzisiaj mini zawody, a właściwie to zakład i powidział żebym przyszła oglądać jego wygraną.- zaśmiała się na samą myśl.
-Nie będę przeszkadzała?
-No co ty, jeśli przyprowdzę ze sobą taką piękną dziewczynę będzie w niebo wzięty.- założyła okulary przeciwsłoneczne na nos i ruszyłyśmy.
Szłyśmy ulicą jakie zawsze widziałam w filmach. Później zeszliśmy w boczne uliczki i doszliśmy w bardzo ciekawe miejsce. Było tam wiele ramp i ludzi, którzy jeździli mimo tak wczesnej pory. Nie daleko znajdowało się morze.
Cat popchnęła mnie w kierunku jednego z jeżdżących chłopaków. Zaczęłam się mu przyglądać: miał czarne spodenki i był bez koszulki przez co zobaczyłam jego umięśnione ciało. Nie był wiele starszy ode mnie za to bardzo przystojny. Brunet skończył jeździć i podszedł do nas:
-Siema Austin.- zaśmiała się Cat i przywitała się z nim tak jak to robią chłopacy. Wydawała się taka dziewczeńca...
-No siemanko Cati.- zaczął się z nią drażnić, ale szybko przestał i jego wzrok powędrował na mnie.
Miał zielone oczy.
-Austin, to jest Bella.- zaśmiała się wskazując w moim kierunku.
-Austin, miło mi cię poznać.- podał mi rękę, a ja przyjełam ją z lekką niepewnością i małym uśmiechem na twarzy.
-Bella.- zarumieniłam się. Chłopak nadal na mnie patrzał, a ja na niego. Zrobił na mnie na prawdę dobre wrażenie, ale przeciesz spotykam się z Justinem! Ale przecież dopiero go poznałam...
-Może chcecie spróbować?- wyciągnął rękę, w której trzymał deskę.
-Nie dzięki.- odrazu odpowiedziałam i odsunełam się jeden krok za to Cat od razu chwyciła deskę.
-A ja z chęcią spróbuję.- zaśmiała się i poszła, a ja zostałam sam na sam z Austinem.
-Cat nigdy o tobie nie wspominała.- zaczął pierwszy.
-Poznałyśmy się 2 dni temu. W ogóle jestem z Polski, a przyjechałam tu tylko na wakacje.- odpowiedziałam.
-Światowa dziewczyna!- zaśmiał się, a ja dałam mu kuksańca w bok i również się zaśmiałam.
-Czy ja wiem...raczej zwykła, prosta dziewczyna, która nie umie się połapać w wielkim świecie.
Była to prawda. Jestem tutaj nawet nie od tygodnia, a już pogubiłam się w wielu sprawch i robię rzeczy, o których wcześniej nawet nie myślałam.
-Mogę ci pomóc jeśli tylko zechcesz.- popatrzał na mnie z troską, a ja nawet nie chciałam odwracać wzroku ponieważ gdy patrzyłam w jego zielone oczy, od razu stawałam się spokojna i to było coś nieprawdopodobnego.
-Dziękuje...- lekko się uśmiechnęłam i zaczęłam patrzeć jak Cat jeździ, ale gdy tylko spojrzałam w jej kierunku, ona zbliżała się już do nas.
-To nie dla mnie...- powidziała zrezygnowana ze śmiechem.
-A widzisz, czyli nie tylko ja.- zaśmiałam się.
-Cat, idziemy na jakieś lody lub pinacoladę?- zapytała blondynka oddając chłopakowi deskę.
-Pewnie.
-No to do zobaczenia Austin.- powidziała Cat i także dała mu kuksańca w żebro.
-Siema Cati.- zaśmiał się i spojrzał na mnie.
-Pa Austin.- powiedziałam niepewnie i już się dowróciłam gdy nagle chwycił mnie za rękę tak abym na niego spojżała.
-Pamiętaj dobrze?- i dał mi do ręki małą karteczkę tak by nie zauważyła tego Cat.
-Dobrze.- i odeszłam.

***
Siedziałyśmy z blondynką w małej kawiarence pijąc piacoladę. Była niebo lepsza od tej w Polsce:
-A jak nazywa się ten twój chłopak?- zaczęła Cat.
-Justin Bieber, a co?- zapytałam i spojrzałam na Cat, która o mało nie wylała napoju.
-Jus...omg!- była strasznie zdziwiona.
-Co jest z nim nie tak?- zapytałam zaniepokojona i odłożyłam swój napój.
-Moja koleżanka z nim kiedyś chodziła, a teraz od jakiegoś miesiąca siedzi w domu i znikim nie rozmawia przez niego!- odpowiedziała wściekła.
-Co? Ale co on jej takiego zrobił?- teraz byłam wręcz przeztraszona.
-Chciał ją zgwałcić, a ona była w nim tak zakochana, że teraz jest załamana, w depresji.- powiedziała smutna.
-Ale jak to?!- powiedziałam sama do siebie i od razu do niego zadzwoniłam.
-Justin, czy mógłbyś przyjść do kawiarni "On the beach"?!- zapytałam.
-Za kilka minut będe bo....- ale ja się już rozłączyłam. Czekałyśmy z Cat zniecierpliwione aż w końcu się zjawił.
-Hej Bella.- powidział z uśmiechem i chciał mnie przytulić, ale ja go odepchnęłam i wstałam.
-Czy to prawda, że chciałeś zgwałcić koleżankę Cat?!- byłam strasznie wściekła i jednocześnie smutna.
-Co?! Ja...- spojrzał na dziewczynę i jakby natychmiast go oświeciło.- jej nic nie zrobiłem! Byliśmy na tej samej imprezie, a ona była nawalona i sobie to ubzudrała!- mówił do nas jednocześnie.
-To dlaczego ona cały czas zostaje, że ją zgwałciłeś i od miesiąca siedzi w domu i z nikim nie gada co?- zapytała blondynka cała czerwona na twarzy.
-Zmyśliła to sobie! Mówiła, że mnie kocha, a ja ją miałem właściwie gdzieś i pewnie teraz to wykorzystuje.- powiedział.
-Wiesz co Justin, nie pójdziemy dzisiaj na pewno do kina i w ogóle, nie kontaktujmy się na razie. Ja muszę to przemyśleć...- powiedziałam i chwyciłam Cat za rękę.
-Boże Bella!- krzyknął.
Razem z Cat byłyśmy już blisko mojego domu.
-Jaka jestem wściekła!- powiedział praktycznie biegnąc i nie zwracając najmniejszej uwagi na przechodniów.
-Ja myślałam, że nie wytrzymam i go uderze!- powiedziała.
-Dokładnie! A ja głupia wierzyłam mu dosłownie we wrzystko!
Dotarłyśmy pod mój dom.
-Chcesz weść?- zapytałam.
-Nie dzięki, muszę jakoś wyładować emocje.- powiedziała, przytuliła mnie i poszła.

***
Siedziałam w swoim pokoju, przebrana w strój do ćwiczeń i miałam ćwiczyć, ale skończyło się na tym, że waliłam w poduszkę i nic więcej. Dopiero teraz, gdy leżałam na podłodze, przypomniał mi się Austin i jego słowa "Mogę ci pomóc jeśli tylko zechcesz". Wyciągłam małą karteczkę i telefon, wybiłam numer i połączyłam się. Odebrał bo 1 sygnale:
-Austin?- zapytałam troche niepewnie.
-Wiedziałem, że zadzwonisz.- powiedział chyba z lekkim uśmieszkiem.
-Masz może czas za godzinę? Muszę się wyżyć, a ty musisz mi w tym jakoś pomóc. Mogę na ciebie liczyć?- zapytalam pewna siebie, bo cały czas adrenalina we mnie buzowała.
-No jasne. Wyśli mi adres, a ja po ciebie przyjdę.- powiedział rozłączając się.
Wysłałam mu adres i poszłam wziąść prysznic, zimny prysznic.
Zmieniłam tylko bieliznę i założyłam te same ubrania i buty. Poprawiłam włosy, rozgrzałam się i napiłam soku i wyszłam przed dom z butelką wody w rękach. Chłopak już tam stał:
-Gotowa?- zapytał. Był ubrany w luźną koszulkę bez rękawów i luźne spodenki.
-Jasne. Więc co najpierw? Boks, bieg, jakaś siłownia w parku?- zapytałam. Nie ukrywam, nie byłam chyda, ale bardzo lubiłam się bić(dla rozrywki), biegać i w ogóle ćwiczyć.
-Ścigamy się do pobliskiego parku, okej?- zapytał, a ja od razu wybiegłam nie patrząc na jego rekacje.
Na miejsce dotarłam pierwsza ponieważ Austin potknął się, a mnie to wystarczyło by wycisnąć z siebie jeszcze więcej siły.
-A co teraz?- zapytałam zdyszana.
-A teraz dasz mi łyka wody.- zaśmiał się, a ja żuciłam w jego kierunku butelkę wody. Ja napiłam się zaraz po nim.
-Więc?- zapytałam gotowa do dalszych ćwiczeń.
-Powalczymy sobie.- powiedział z chytrym uśmieszkiem.
-Umiesz karate?- zapytałam zdumiona.
-No jasne.- powiedział.
-Musisz mnie nauczyć miszczu.- zaśmiałam się i udeżyłam go lekko w ramię, a on się roześmiał.

***
Po dwóch godzinach umiałam już kilka chwytów aby zablokować napastnika i kilka kopnięć dolnych.
Bylam już na prawdę zmęczona i wyżyłam się wystarczająco. Teraz kierowaliśmy się już do domu.
Doszliśmy szybko ponieważ biegliśmy lekkim truchtem:
-Dzięki wielki za świetne po południe.- powiedziałam i porzegnałam się z nim tak jak zrobiła to Cat.
-Ja również dziękuje i mam nadzieję, że jeszcze zadzwonisz.- powidział ze śmiechem, popatrzał na mnie dość długo i odszedł.
Był to na prawdę bardzo ciekawie spędzony dzień, ale gdy już znalazłam się w swpoim pokoju przypomniał mi się Justin i zrobiło mi się smutno, ale dzisiaj nie chciało mi się o tym myśleć i poszłam się wykąpać, a następnie wzięłam się za czytanie mojej ulubionej książki.