-Serio! Zabrał mnie najpierw nad taką piękną polanę gdzie było małe jeziorko, piękne drzewa i wiele miejsc do zrobienia pikniku. Na początku zdziwiłam się na co mu jest potrzebny ten kosz, ale już później wiedziałam...-dziewczyna rozmarzyła się leżąc na moim łóżku i patrząc w sufit. Ja siedziałam obok niej i dokładnie się jej przyglądała. Wyglądała na bardzo szczęśliwą, ale tak inaczej niż zawsze. Dzisiejszy strój, który miała na sobie też był niby taki sam, ale inny. Miała białą koszulę bez rękawów, jeansową spódniczkę i kowbojki do kostek. Jak zawsze wyglądała pięknie, ale tym razem było w niej coś innego, mały promyk miłości, poczucia bliskości i sympatii od płci przeciwnej.
-Nie wiedziałam, że może być taki romantyczny. Znasz go przeciecz więc nie domyślałaś się gdzie mógł by cię zabrać?- zapytałam biorąc poduszkę w ręce i lekko się do niej tuląc.
-Owszem, znam go, ale na prawdę nie miałam pojęcia, że zabierze mnie w takie miejsce. Zawsze naszym głównym miejscem spotkań była plaża i rampy do jazdy na deskach. Nigdy nawet nie wspomniał o takim miejscu i nawet ja nie wiedziałam, że takie istnie chodź uwierz mi, znam praktycznie wszystkie zakątki w okolicy.- powiedziała i po chwili usiadła obok mnie zabierając mi z rąk różową poduszkę.
-A teraz sedno sprawy, całowaliście się?- zapytałam prosto z mostku z zadziornym uśmieszkiem na twarzy.
-Co?! Nie! Niestety nie...- roześmiała się, a ja razem z nią.
-Chciałabyś co nie, chciałabyś...- zaczęłam ją lekko łaskotać na co dziewczyna zaczęła oddalać się co raz bardziej na skraj łóżka, aż w końcu zsunęła się i wylądowała prosto na ziemi śmiejąc się nie pochamowanie. Wstałam szybko i chwyciłam jej rękę w celu podniesienia jej, ale on pociągła mnie za sobą i już razem leżałyśmy na ziemi cały czas się śmiejąc.
Dopiero po jakiś siedmiu minutach, podniosłyśmy swoje tyłki i usiadłyśmy na łóżku bardziej opanowane chodź całe obolałe ponieważ od śmiechu zabolały nas policzki oraz brzuch.
-A dał ci chociaż buziaka w policzek?- zapytałam ciekawa.
-Yhm, pocałował mnie w policzek na pożegnanie- blondynka się zarumieniła.
-No widzisz, ja go nawet rozumiem bo popatrz, znacie się już kilka lat i byliście do tej pory dobrymi kumplami, a teraz wasza relacja miała by przyjąć całkiem inny obrót sprawy więc dla niego całe to przyswojenie tego, że od teraz prawdopodobnie będzie patrzał na ciebie jak na dziewczynę, a nie jak na kumpelę, z którą można pojeździć na desce będzie cięższe i dla ciebie również. Wiem, że ty już od dawna go lubisz jak chłopaka, a nie dobrego przyjaciela, ale ty też musisz sobie to poukładać tak jak on. To jest ciężkie i wymaga czasu od obu z was, uwierz mi...- powiedziałam i lekko chwyciłam jej dłoń dodając jej otuchy.
-Teraz jak tak mówisz to chyba również zaczynam rozumieć jego, ale również siebie i rzeczywiście, muszę sobie to wszystko poukładać na spokojnie i przede wszystkim muszę z nim o tym pogadać i nawet będzie okazja bo zaprosił mnie wieczorem na imprezę do "One the beach"- lekko się roześmiała.
-Wiesz co, ja bym nie rozmawiała z nim o was tak wcześnie. Obaj macie sobie to wszystko poukładać i nie możesz podejmować sobie decyzji od tak... i w ogóle, na imprezie macie się bawić, a nie rozmawiać o takich rzeczach. Tak ważne sprawy musicie załatwić w odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu.- uśmiechnęłam się.
-Wiesz co, powinnaś iść na jakąś nie wiem... psycholoszkę od miłości nastolatków ponieważ to co mówisz jest na prawdę mądre i na pewno tak zrobię.- również się uśmiechnęła i przytuliła mnie.
-A ty, idziesz dzisiaj na randkę z Justinem co nie?
-Dokładnie, nasza pierwsza randka jako oficjalna randka i lekko się stresuję, pomóż mi wybrać ubranie i w ogóle się przygotować.- powiedziałam chwytając ją za rękę i podchodząc do szafy z ubraniami.
-Ostatnio wybrałaś mi na prawdę super outfit więc dzisiaj czekam na coś równie idealnego i to jeszcze na tak ważne wydarzenie- zaśmiałam się, ale mówiłam bardzo poważnie.
Moja pierwsza randka musi być wyjątkowa. Miejsce mi się podoba bo jest to kino, a później na pewno mnie jeszcze gdzieś zabierze, ale pytanie jest jedno i następujące: "W co się ubrać?"
Ja usiadłam na łóżku, a Cat zaczęła grzebać w szafie. Wiedziałam, że na pewno znajdzie coś idealnego co mi się spodoba.
Po kilku minutach gdy ja cały czas myślałam o tej pierwszej randce Cat odwróciła się w moim kierunku i pokazała mi moją mientową sukienkę z czarnym paseczkiem i złotymi zdobieniami, której już dawno nie nosiłam chodź sama nie wiem czemu ponieważ była na prawdę ładna. W drugiej ręce oczywiście widniały sandały.
-I co?- zapytała.
-I co?- zapytała.
-Jesteś najlepsza!- uścisnęłam ją mocno i chwyciłam sukienkę kierując się za parawan w celu przebrania się. Sukienka leżała na mnie idealnie. Myślałam, że się w nią nie zmieszczę, ale jednak nie było tak źle. Wyszłam zza mojej przebieralni i pokazałam się dziewczynie.
-Pięknie wyglądasz- powiedziała z lekkim uśmiechem, który odwzajemniłam.
-A teraz czas na make up i włosy.
-Oczywiście, ja robię makijaż, a ty zrobisz mi włosy, okej?- zapytałam na co blondynka kiwnęła głową na znak zgody. Usiadłam przed toaletką i zaczęłam od nakładania podkładu. Nie chciałam mocno się malować nawet na to spotkanie więc nałożyłam tylko odrobinę fluidu, a następnie korektor pod oczy, trochę różu do policzków i perłowe cienie do powiek. Na koniec pomalowałam rzęsy maskarą i uśmiechnęłam się do własnego odbicia. Było super.
-Twoja kolej.- powiedziałam na co dziewczyna wstała i od razu chwyciła za szczotkę aby rozczesać moje nieznośne włosy. Nie obyło się krzyków z mojej strony, ale po kilku minutach włosy były rozczesane, a Cat je w coś wiązała i spinała. Miałam przed sobą lustro więc śmiało mogłam zobaczyć co tworzy na mojej głowie, ale jednak wolałam poczekać na efekt końcowy i otworzyć zamknięte oczy po skończeniu.
Blondynka czesała mnie jakieś 10-15 minut po czym nie poczułam już żadnych wsuwek ani grzebienia. Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam oczy. Spojrzałam dokładnie we własne odbicie a głównie oczy skierowałam do góry i zobaczyłam, że mam lekkie fale opadające na moje barki, a z tyłu jest zrobiony piękny dobieraniec "wodospad". Wyglądało to przepięknie.
-Boże, pięknie jest.- wstałam i przytuliłam ją z uśmiechem.
-Ma się ten talent- dziewczyna się zaśmiała i odeszła ode mnie na kilka kroków aby dokładnie mi się przyjrzeć.
-Teraz wyglądasz jeszcze lepiej.
-Wiesz co, zawsze miałam niską samoocenę o sobie, ale teraz trochę ta liczba wzrasta.- zaśmiałam się.
-To co, ja idę,a ty zrób ostatnie poprawki bo za 15 minut przyjdzie twój chłopak.- zachichotała i skierowała się w drzwi od pokoju.
-Życz mi powodzenia- powiedziałam na odchodnym.
Usiadłam na brzegu łóżka i wzięłam kilka głębszych oddechów aby się nie denerwować chodź sama nie wiedziałam czym. Następnie podeszłam do stolika i wzięłam z niego moją ulubioną szminkę w kolorze malinowym, bardzo jasnym i jaskrawym, którą nałożyłam na swoje usta. Wzięłam do ust dwie gumy do żucia i schowałam do torebki resztę cukierków oraz pomadkę i błyszczyk. Założyłam na nogi buty i wyszłam na korytarz kierując się do schodów. Zeszłam na dół, gdzie nikogo nie spotkałam i wyszłam przed dom gdzie stało czarne, sportowe auto, a przy nim nie kto inny tylko Justin. Był ubrany bardzo elegancko na co się zdziwiłam, a na nosie ciemnookiego pobłyskiwały czarne okulary. Wyglądał perfekcyjnie. Schował kluczyki do kieszeni i podszedł do mnie biorąc mnie w ramiona.
-Hej skarbie- powiedział całując mnie, a w moim brzuchu znów pojawiły się motylki.
-Hej piękny- zaśmiałam się i trochę pogłębiłam pocałunek, aby zaraz oderwać się od niego i uśmiechnąć się w taki sposób w jaki zawsze on się śmieje.
-Oj ty, uczysz się ode mnie- zaśmiał się i chwycił mnie za rękę kierując się w stronę auta.
-To twoje auto?- zapytałam gdy byliśmy już w środku.
-Na razie tak.- uśmiechnął się głupkowato i zapalił silnik odjeżdżając spod mojej posesji.
-Nie wnikam.
-Pięknie wyglądasz, ten kolor do ciebie pasuje- powiedział romantycznie, a ja się rozpłynęłam.
-Ty również wyglądasz cudownie- powiedziałam uwodzicielsko chodź w moim przypadku zabrzmiało to dojść dziwnie, ale on chyba tego nie zauważył.-to gdzie jedziemy? Coś mi się wydaję, że nie do kina.
-I tu masz rację, zabieram cię w lepsze miejsce. Kino nam nie ucieknie, a rezerwacja może przepaść- powiedział patrząc na drogę natomiast ja spojrzałam na niego. Z profilu był jeszcze bardziej przystojny...
-Tak myślałam, że jednak nie pojedziemy do tego kina, ale czekaj, rezerwacja... czy ty mnie zabierasz do restauracji?- uśmiechnęłam się zdziwiona.
-Bingo skarbie- powiedział się tajemniczo z lekką ironią w głosie.
Po kilkunastu minutach samochód zatrzymał się przed restauracją o nazwie "The Black Rose". Jak dla mnie, nazwa trafiona w dziesiątke. Wysiadłam z pojazdu zanim Justin otworzył mi drzwi i spojrzałam na niego uśmiechem, ale nic nie mówiąc. Chwycił mnie za rękę i oboje weszliśmy do restauracji. Po chwili zasiedliśmy przy stoliku, który wskazał nam kelner, a ja dokładnie się rozejrzałam. Miejsce było na prawdę ładne i nowoczesne, użądzone w czarno- białych kolorach, które dla mnie były idealnie dobrane i skomponowane. Było pięknie, ale na pewno drogo.
-Justin, czy tu nie jest za drogo?- zapytałam nie pewnie.
-To nasza pierwsza randka, musiałem zadbać o coś przyzwoitego niż kino i popcorn.- zaśmiał się kulturalnie i podał mi menu. Po chwili podeszła do nas kelnerka.
-Witam, co dla pani?- zapytała.
-Poproszę ravioli po francuzku.- odpowiedziałam grzecznie.
-A dla pana?
-Ja to samo.- uśmiechnął się szarmancko do kelnerki, która lekko się zarumieniła i odeszła od naszego stolika.
-Ej, co to miało być?- zaśmiałam się.
Co?- zapytał niewinnie.
-Oczywiście, że nic- zachichotałam.
Po 30 minutach rozmowy z chłopakiem kelnerka przyniosła nam jedzenie. Oboje podziękowaliśmy i zaczęliśmy jeść. Danie było na prawdę bardzo pyszne. Ani ciężkie, ani tłuste tylko zdrowe i bardzo dobre.
-Jest pyszne, co nie?- zapytałam chłopaka.
-Zgadzam się, świetne danie, miałaś nosa- lekko się uśmiechnął.
-Ale deser zamówisz ty.
-Dobrze- powiedział zajadając.
***
Gadaliśmy z Justinem po zjedzonym posiłku właściwie wszystkim, o tym co mam zamiar robić, o to on będzie chciał robić w przyszłości i wiele różnych tematów. Następnie chłopak zamówił deser. Było to moje ulubione ciasto czekoladowe z lekką nutką alkoholu i całe było zrobione z bardzo dobrej czekolady.
-Skąd widziałeś, że kocham czekoladowe ciasta?- zapytałam gdy już skończyliśmy jeść. Było tak pyszne, że gdyby nie to, że jesteśmy w restauracji oblizałabym ten talerzyk.
-Ponieważ ja je lubię dlatego zamówiłem.- zaśmiał się, a ja lekko kopłam go pod stołem. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę i porozmawialiśmy po czym Justin poprosił o rachunek. Chciałam się dołożyć, ale jak to na gentelmena przystało wziął rachunek na swoją kieszeń.
Wyszliśmy z budynku i weszliśmy do auta.
-I jak, wszystko było pyszne?- zapytał chwytając mnie za rękę i patrząc mi w oczy.
-Jedzenie było nieziemskie- uśmiechnęłam się.
-Czy mój pomysł na naszą pierwszą randkę ci się spodobał?- nachylił się w moją stronę mówiąc szeptem.
-Nie mógł być lepszy.- powiedziałam również szeptem.
-Jesteś niesamowita wiesz?- zapytał, a jego usta były centymetr od moich.
-Nie wiem...- odpowiedziałam na co Justin przyssał się do moich ust, a ja od razu poczułam przepływ przyjemności i poddałam mu się bez żadnych słów.
Gdy już brakowało nam tchów odeszliśmy od siebie dysząc i patrząc sobie w oczy.
-Wiesz, chyba się w tobie zakochuje- wyznał i znów mnie pocałował, ale tym razem szybko się oderwał i włączył silnik kierując się stronę mojego domu.
Gdy dojechaliśmy, zgasił silnik i tym razem ja chwyciłam go za dłoń.
-Dziękuje- powiedziałam i pocałowałam go tak jak zrobił to on czyli intensywnie, ale szybko.- i wiesz, ja tobie chyba też- oznajmiłam szeptem i wyszłam z auta.
***
Hejka kochani :* Na samym początku pisania dzisiaj tego rozdziału w ogóe nie miałam weny, ale ja pisze na spontanie serio, żadko zrobię tak, że przemyśle to co będzie w rozdziale i dzisiaj bez początkowej weny napisałam to, ale później już wszystko mojej głowie zaczęło się układać i wena pojawiła się w środku na końcu :D Wiem, to dziwne, ale cóż, życie :D
Kolejny rozdział będzie chyba w środę!
Usiadłam na brzegu łóżka i wzięłam kilka głębszych oddechów aby się nie denerwować chodź sama nie wiedziałam czym. Następnie podeszłam do stolika i wzięłam z niego moją ulubioną szminkę w kolorze malinowym, bardzo jasnym i jaskrawym, którą nałożyłam na swoje usta. Wzięłam do ust dwie gumy do żucia i schowałam do torebki resztę cukierków oraz pomadkę i błyszczyk. Założyłam na nogi buty i wyszłam na korytarz kierując się do schodów. Zeszłam na dół, gdzie nikogo nie spotkałam i wyszłam przed dom gdzie stało czarne, sportowe auto, a przy nim nie kto inny tylko Justin. Był ubrany bardzo elegancko na co się zdziwiłam, a na nosie ciemnookiego pobłyskiwały czarne okulary. Wyglądał perfekcyjnie. Schował kluczyki do kieszeni i podszedł do mnie biorąc mnie w ramiona.
-Hej skarbie- powiedział całując mnie, a w moim brzuchu znów pojawiły się motylki.
-Hej piękny- zaśmiałam się i trochę pogłębiłam pocałunek, aby zaraz oderwać się od niego i uśmiechnąć się w taki sposób w jaki zawsze on się śmieje.
-Oj ty, uczysz się ode mnie- zaśmiał się i chwycił mnie za rękę kierując się w stronę auta.
-To twoje auto?- zapytałam gdy byliśmy już w środku.
-Na razie tak.- uśmiechnął się głupkowato i zapalił silnik odjeżdżając spod mojej posesji.
-Nie wnikam.
-Pięknie wyglądasz, ten kolor do ciebie pasuje- powiedział romantycznie, a ja się rozpłynęłam.
-Ty również wyglądasz cudownie- powiedziałam uwodzicielsko chodź w moim przypadku zabrzmiało to dojść dziwnie, ale on chyba tego nie zauważył.-to gdzie jedziemy? Coś mi się wydaję, że nie do kina.
-I tu masz rację, zabieram cię w lepsze miejsce. Kino nam nie ucieknie, a rezerwacja może przepaść- powiedział patrząc na drogę natomiast ja spojrzałam na niego. Z profilu był jeszcze bardziej przystojny...
-Tak myślałam, że jednak nie pojedziemy do tego kina, ale czekaj, rezerwacja... czy ty mnie zabierasz do restauracji?- uśmiechnęłam się zdziwiona.
-Bingo skarbie- powiedział się tajemniczo z lekką ironią w głosie.
Po kilkunastu minutach samochód zatrzymał się przed restauracją o nazwie "The Black Rose". Jak dla mnie, nazwa trafiona w dziesiątke. Wysiadłam z pojazdu zanim Justin otworzył mi drzwi i spojrzałam na niego uśmiechem, ale nic nie mówiąc. Chwycił mnie za rękę i oboje weszliśmy do restauracji. Po chwili zasiedliśmy przy stoliku, który wskazał nam kelner, a ja dokładnie się rozejrzałam. Miejsce było na prawdę ładne i nowoczesne, użądzone w czarno- białych kolorach, które dla mnie były idealnie dobrane i skomponowane. Było pięknie, ale na pewno drogo.
-Justin, czy tu nie jest za drogo?- zapytałam nie pewnie.
-To nasza pierwsza randka, musiałem zadbać o coś przyzwoitego niż kino i popcorn.- zaśmiał się kulturalnie i podał mi menu. Po chwili podeszła do nas kelnerka.
-Witam, co dla pani?- zapytała.
-Poproszę ravioli po francuzku.- odpowiedziałam grzecznie.
-A dla pana?
-Ja to samo.- uśmiechnął się szarmancko do kelnerki, która lekko się zarumieniła i odeszła od naszego stolika.
-Ej, co to miało być?- zaśmiałam się.
Co?- zapytał niewinnie.
-Oczywiście, że nic- zachichotałam.
Po 30 minutach rozmowy z chłopakiem kelnerka przyniosła nam jedzenie. Oboje podziękowaliśmy i zaczęliśmy jeść. Danie było na prawdę bardzo pyszne. Ani ciężkie, ani tłuste tylko zdrowe i bardzo dobre.
-Jest pyszne, co nie?- zapytałam chłopaka.
-Zgadzam się, świetne danie, miałaś nosa- lekko się uśmiechnął.
-Ale deser zamówisz ty.
-Dobrze- powiedział zajadając.
***
Gadaliśmy z Justinem po zjedzonym posiłku właściwie wszystkim, o tym co mam zamiar robić, o to on będzie chciał robić w przyszłości i wiele różnych tematów. Następnie chłopak zamówił deser. Było to moje ulubione ciasto czekoladowe z lekką nutką alkoholu i całe było zrobione z bardzo dobrej czekolady.
-Skąd widziałeś, że kocham czekoladowe ciasta?- zapytałam gdy już skończyliśmy jeść. Było tak pyszne, że gdyby nie to, że jesteśmy w restauracji oblizałabym ten talerzyk.
-Ponieważ ja je lubię dlatego zamówiłem.- zaśmiał się, a ja lekko kopłam go pod stołem. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę i porozmawialiśmy po czym Justin poprosił o rachunek. Chciałam się dołożyć, ale jak to na gentelmena przystało wziął rachunek na swoją kieszeń.
Wyszliśmy z budynku i weszliśmy do auta.
-I jak, wszystko było pyszne?- zapytał chwytając mnie za rękę i patrząc mi w oczy.
-Jedzenie było nieziemskie- uśmiechnęłam się.
-Czy mój pomysł na naszą pierwszą randkę ci się spodobał?- nachylił się w moją stronę mówiąc szeptem.
-Nie mógł być lepszy.- powiedziałam również szeptem.
-Jesteś niesamowita wiesz?- zapytał, a jego usta były centymetr od moich.
-Nie wiem...- odpowiedziałam na co Justin przyssał się do moich ust, a ja od razu poczułam przepływ przyjemności i poddałam mu się bez żadnych słów.
Gdy już brakowało nam tchów odeszliśmy od siebie dysząc i patrząc sobie w oczy.
-Wiesz, chyba się w tobie zakochuje- wyznał i znów mnie pocałował, ale tym razem szybko się oderwał i włączył silnik kierując się stronę mojego domu.
Gdy dojechaliśmy, zgasił silnik i tym razem ja chwyciłam go za dłoń.
-Dziękuje- powiedziałam i pocałowałam go tak jak zrobił to on czyli intensywnie, ale szybko.- i wiesz, ja tobie chyba też- oznajmiłam szeptem i wyszłam z auta.
***
Hejka kochani :* Na samym początku pisania dzisiaj tego rozdziału w ogóe nie miałam weny, ale ja pisze na spontanie serio, żadko zrobię tak, że przemyśle to co będzie w rozdziale i dzisiaj bez początkowej weny napisałam to, ale później już wszystko mojej głowie zaczęło się układać i wena pojawiła się w środku na końcu :D Wiem, to dziwne, ale cóż, życie :D
Kolejny rozdział będzie chyba w środę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz