-To nie miało być tak!- krzyknął Cody.
-A niby jak?! Wyraźnie słyszałam jak mówiłeś, że wam przeszkadzam i uczepiłam się was jak rzep do psiego ogona!- również krzykłam, ale byłam strasznie wściekła na niego od czasu tamtej rozmowy jego z Justinem.
-Bo na początku tak twierdziłem! Ale doszłem do wniosku, że jesteś tutaj dopiero od tygodnia i niby kogo miałabyś się trzymać jak nie mnie czy Justina- powiedził już bardziej opanowany chodź cały czas był czerwony na twarzy.
-Brawo Sherlocku, że nareszcie to pojołeś!
-Czyli co, wybaczysz mi?- zapytał skruszony.
-Jeśli na prawdę pojołeś, że nie chciałam się w was wciąć tylko nikogo tu nie znałam to tak...- powidziałam zirytowana.
-Tak, pojołem.- powiedział i uśmiechnął się lekko.
-A o Justinie mi nic nie mów, ok?- zapytałam kierując się do salonu z zamiarem obejrzenia telewizji.
-Czekaj, pokłuciliście się czy coś?- zapytał ciekawy.
-W naszej znajomości nie uwzględnił próby zgwałcenia koleżanki Cat.- powiedziałam z lekkim znudzeniem.
-Że co?! Justin miałby kogoś zgwałcić?- parsknął śmiechem. Opowiedziałam mu o tym co zaszło w kawiarni.
-I co teraz powiesz?
-Byłem na tej imprezie z Justinem...- powiedział, a ja patrzyłam na niego w lekkim osłupieniu.
-Więc? Opowiedz mi co się tam stało i pamiętaj, nie kłam bo przed chwilą ci wybaczyłam.- powiedziałam groźnie.
-Pamiętam, że wtedy Justin nie mógł odpędzić się od jakieś dziewczyny. Nasza paczka tańczy, a ona do nas doskakuje i zaczyna kręcić tyłkiem przed Jusem. On cały czas jej powtarzał, że ma ją w dupie bo tak działa mu na nerwy, ale ona i tak była nahalna więc wraz z Justinem zabraliśmy ją do jakiegoś pokoju, a on jej wszystko wydłumaczył, dość krzykliwie, ale też był troche wstawiony i tyle.- powiedział, a ja oniemiałam.
-Czyli twierdzisz, że nic jej nie zrobił, a ona sama to sobie uroiła?
-Dokładnie tak.- skinął głową.
-Dzwoń do niego. Chyba też się z nim jeszcze nie pogodziłeś co nie?- powidziałam zdeterminowana ponieważ musiałam go przeprosić.
-No jeszcze nie...- powiedział i leniwie wyciągnął telefon.
-Siema Justin, możesz do nas wpaść?- zapytał z nadzieją w głosie. Widać, że zależało mu na odzyskaniu przyjaciela.
-Zaraz będę.- powedział i się rozłączył, a my poszliśmy usiąść na kanapie i na niego poczekać.
Po dosłownie 5 minutach Justin otworzył drzwi domu i wszedł do salonu, a my od razu wstaliśmy.
-Cześć Justin...- powiedziałam lekko niepewnie.
-Cześć wam.- powiedział i dalej stał w tym samym miejscu tak samo jak my.
-Ja zaczne pierwsza- powiedziałam do Codiego i podeszłam bliżej ciemnookiego.-Przepraszam.
-Ale za co?- zapytał i również się przybliżył.
-Za to, że niesłusznie cię oskarżałam...Cody mi wszystko wyjaśnił, ale nie dziw się, znam cię od kilku dni i nie mogłam od tak ci uwierzyć, a zwłaszcza w takie oskarżenie.- popatrzałam mu w oczy.
-Rozumiem cię, miałaś pełne prawo mi nie ufać.- zaśmiał się.
-Czyli co, zgoda między nami?- zapytałam uśmiechnięta i pełna nadziei.
-No jasne.- zaśmiał się i mocno mnie przytulił. Brakowało mi trochę tego zapachu, dotyku i czułości oraz charmoni, którą odczuwałam w jego towarzystwie.
-A teraz moja kolej.- zaśmiał się Cody, a ja odsunęłam się od chłopaka by swobodnie mógł iść do blondyna.
-No co tam?- zaśmiał się Justin.
-Sory stary, że obraziłem wedy i ciebie i Belle- powidział lekko skruszony.
-Zluzuj majty!- zaczął śmiać się Justin, a Cody po chwili razem z nim. Ja również się roześmiałam.
-Czyli co, oglądamy razem jakiś film dziś wieczorem?- powiedział rozradowany blondyn.
-Chwila, pogodziliście się?- zapytał Justin wskazując w kierunku mnie i Codiego.
-Przed chwilą- powiedziałam.
-No i super. Wszystko gra!- powiedział ciemnooki, podszedł do mnie i złapał mnie za biodra podnosząć do góry. Obrucił się 2 razy i mnie póścił.
-I ty mnie uniosłeś?- zaśmiałam się.
-Jesteś lekka jak piórko- zaśmiał się Justin.
-Tsa, jasne- dalam mu kuksańca.
***
-Czyli to jednak nie prawda co mówiła Taylor.- stwierdziała Cat gdy razem siedziałyśmy w "On the beach" pijąc pinacolade.
-Dokładnie. Gdyby nie Cody, on cały czas byłby oskarżony o jej zgwłacenie.- powiedziałam i na samą myśl o tym zrobiło mi się niedobrze.
-Muszę z nią pogadać w najbliższym czasie.- stwierdziła Cat pijąc napój.
-Niech ci to wyjaśni- powedziałam dość pewna siebie.
-Jasne, czyli teraz wróciliście do siebie z Justinem?- zapytała blondynka.
-Wiesz, tak oficialnie nie byliśmy ze sobą, ale mogę śmiało powiedzieć, że nasze relacje wróciły na odpowiednie tory.- zaśmiałam się.
-Aha...No kogo ja widzę?- zaśmiała się Cat patrząc na nadchodzącego Austina.
-Witam cię Cati- podszedł do blondynki uśmiechnięty i przytulił ją, a następni spojrzał na mnię i również był uśmiechnięty tak samo jak ja.
-Hej mistrzu.- zaśmiałam się przybijając mu piątkę, ale on wolał mnie przytulić, a ja wcale nie spekulowałam.
-No siemanko Bella- przysiadł się do nas od razu.
-Dzsiaj też idziemy poćwiczyć?- zapytał kopiąc mnie pod stołem.
-Koło 5 możesz po mnie przyjść.- zaśmiałam się i oddałam mu mocniej.
-Czy ja o czymś nie wiem?- zapytała Cat.
-Nie, po prostu ćwiczę z Austinem.- wyjaśniłam jej.
-Ahaa...- powiedziała dziewczyna patrząc na mnie dziwnym wzrokiem. Chyba była zazdrosna o Austina czyli...on się jej podoba! Zaśmiałam się w głebi duszy.
-Nic nas nie łączy- dopwiedziałam.
-Przeciesz ty masz Justina- powiedziala Cat.
-Tak...- powedziałam już nie z taką chęcią, ale nie chciałam aby chłopak wiedział, że coś mnie łączy z ciemnookim.
-Masz chłopaka?- zapytał ciekawy Cody.
-Oficjalnie nie jesteśmy parą.- powiedziałam.
-Rozumiem...- powiedział z lekką nutką niesmaku.
-Dobra, ja już lece. Pamiętaj, wbijasz po mnie o 5- oznajmiłam, pożegnałam się z Cat i poszłam.
Sama nie wiem czemu nie chciałam aby Cody wiedział o Jusie. Chciałam zobaczyć jak nasza relacja się rozwinie ponieważ stawał się dla mnie bliższy i dobrze mi się z nim rozmawiało i chyba obydwoje dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie.'
***
Ubrałam się w sportowe ciuchy, związałam włosy i zeszłam na dół. Wzięłam wcześniej schłodzoną wodę bo było dzisiaj bardzo gorąco i wyszłam przed dom gdzie czekał na mnie Austin:
-Cześć piękna- zaśmiał się uwodzicielsko.
-Cześć piękny- roześmiałam się wraz z nim.
-Najpierw bieg do parku tak?- zapytał.
-Oczywiście.- i pobiegliśmy. Dzisiaj nie było rywalizacji tylko zwykłe, wspólne bieganie.
-Dzisiaj musimy niestety skończyć wcześniej- oznajmiłam gdy brzybliegliśmy do parku.
-Czemu?- zapytał zdziwiony.
-Wieczorem przychodzi do mnie i do Codiego czyli mojego "kuzyna" Justin, mamy oglądać filmy czy coś...- odpowiedziałam chodź niezbyt chętnie.
-Aha...no spoko, rozumiem.- powiedział smutny.
-Czemu od razu tak spochmurniałeś?- zapytałam.
-Myślałem, że znów spędzimy ze sobą trochę czasu niż tylko godzinę.
-A może wpadniesz do nas?
-Wiesz sama, że nie jest to dobry pomysł.- stwierdził i zaczął się rozciągać.
-Masz rację.- również się rozciągałam.
-Może masz jutro ochotę iść ze mną w pewne miejsce?
-A wiesz, z chęcią.- zaśmiałam się.
-No to super. Gotowa?
-Tak.- i zaczeliśmy. Znów ćwiczyliśmy karate.
-Dobrze ci idzie.- stwierdził po kilkunastu minutach ćwiczeń.
-Co, mocne ciosy?- zaśmiałam się.
-Chciałabyś.- dał mi kuksańca, a ja go uderzyłam.
-I co?- zapytałam dumna.
-A to.- i chwycił mnie tak, że obaj wylądowaliśmy na ziemi, a ja byłam przez niego obezwładniona.
Jego twarz była kilka centymetrów nad moją. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy przez dobrą chwilę zanim zorientowałam się, że to jest na prawdę dziwna sytuacja.
-Chyba musimy się zbierać.- stwierdziłam kiedy zaczął mnie podnosić,
-Okej. Biegniemy?
-No pewnie.- minęło kilka minut i znów byliśmy pod moim domem.
-Dzięki wielkie za dzisiaj.- powiedziałam uśmiechnięta i przytuliłam go.
-Nie ma za co.- obiął mnie mocno i nie póścił.
-Możesz mnie już póścić?- roześmiałam się.
-A tak... to pa.- powiedział z lekkim uśmiechem i odszedł, a ja weszłam do domu i od razu udałam się na górę aby wziąść prysznic i ubrać się w świeże ubrania.
***
Byłam już gotowa. Założyłam zwykle dresowe spodnie z opuszczonym krokiem i bokserkę oraz bluzę. Było wygodnie i dla mnie perfekcyjnie. Nigdy nie miałam tak, że dla chłopaka musiałam czy chciałam ładnie wyglądać. Dla mnie to nie było ważne.
Przeczesałam włosy i zeszłam na dół słysząc głos roześmianego Justina. Weszłam do salonu:
-Siema chłopaki.- przywitałam ich z lekkim uśmiechem i usiadłam koło Justina.
-Cześć Bella.- powiedzieli jednocześnie.
-Co oglądamy?- zapytałam zaciekawiona.
-Egzorcyzmy Emily Rose!- krzyknął Justin.
-Nie! Dom na nawidzonym wzgórzu!- powiedział Cody.
-A mogę ja wybrać?- powiedziaiłam podniesionym głosem.
-No dobra...- powiedzieli oboje ze smutkiem.
-Martwe zło.- powiedziałam dumna. Wiedziałam, że jest jeszcze gorszy niż te co chcieli oglądać chłopcy.
-Pewnie jest słaby...- stwierdził Justin.
-Jasne, a zaraz będziesz się do mnie przytulał ze strachu.- zaśmiałam się i włączyłam film.
***
-AAA!- krzyknął Justin i chwycił moją rękę, a ja się lekko roześmiałam.
-To jest masakryczne!- stwierdził chłopak przybliżając się do mnie.
-A nie mówiłam.
-Oj mówiłaś- powiedzieli jednocześnie.
***
Była już 2 w nocy, a my już oglądaliśmy chyba 3 horror. Byłam padnięta więc praktycznie spałam na ramieniu Justina:
-Chce ci się spać?- zapytał się ciemnooki.
-Oj tak.- stwierdziłam i lekko się podniosłam.
-Zaprowdzić cię na górę?
-Gdybyś mógł.- powiedziałam lekko otumaniona. Wziął mnie pod ramię i razem powoli weszliśmy po schodach, a następnie weszliśmy do mojego pokoju.
Błyskawicznie przebrałam się w piżamę za parawanem i wskoczyłam do łóżka.
-Dobranoc skarbie- pocałował mnie.
*****
Siemka :) Teraz dopiero dodaje rozdział, ale szkoła i w ogóle pełno spraw na głowie ;/
I pewnie już tak będzie, że nie zawsze będę mogła codziennie pisać i dodawać nowe posty, ale cóż... życie :)
Komentujcie, bo chce wiedzieć czy ktoś to na prawdę czyta! :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz