piątek, 30 października 2015

Rozdział IX

  Obudziłam się o 10 przed południem. Przetarłam oczy, wzięłam telefon do ręki i przejrzałam internet. Po pięciu minutach wyszłam z łóżka i skierowałam się do łazienki aby wziąść prysznic.
Następnie ubrałam się w czarne shorty, czarną bluzkę bez rękawów i czarne trampki. Dzisiaj na czaro, stwierdziłam i zeszłam na dół.
W kuchni zastałam ciocię:
-Cześć ciociu.- przywitałam się z nią z uśmiechem.
-Cześć Bella- uśmiechnęła się.
-Co dzisiaj robisz?- zapytałam.
-Dzisiaj właściwie będę cały czas w domu, może dopiero później pojadę na jakieś zakupy bo mamy pustą lodówkę, a na kolację przychodzi Ariana.- powiedziała ciocia z uśmiechem, a na mojej twarzy od razu pojawił się banan.
-Super!- zaśmiałam się, a ciocia podała mi talerz z naleśnikami.
-Ciociu, nie było trzeba...- powiedziałam zajadając naleśniki z syropem klonowym.
-Oj tam, chłopcy też dostali.
-Wstali już?- zapytałam.
-Tak, wstali, zjedli i już gdzieś pobiegli. Nigdy nie umią usiedzieć w miejscu- zaśmiała się, a ja z nią.
-No tak...
-A ty masz jakieś plany na dzisiaj?- zapytała ciotka.
-Mam wypad ze znajomymi.- oznajmiłam. Nie chciałam jej mówić, że wychodzę z Austinem, nie musiała o nim na razie wiedzieć.
-To fajnie, ciesze się, że kogoś tu poznałaś.
-Też się ciesze. Myślałam, że będę siedziała tylko tutaj, a tu na szczęście...- zaśmiałam się i odłorzyłam talerz do zlewu.

***
-O której po mnie przyjdziesz?- zapytałam Austina gdy odebrał telefon.
-15 może być?- zaśmiał się.
-No jasne.- powiedziałam z uśmiechem.
-Nie mogę się doczekać- powiedział.
-Wiesz co, ja również, ale chciałabym wiedzieć gdzie mnie zabierzesz?
-Dowiesz się gdy po ciebie przyjdę, a na razie mała wskazówka- adrenalina.- powiedział i rozłączył się.
Była dopiero 12 więc postanowiłam, że zadzwonię do rodziców, Weroniki i może spotkam się z Cat.
-Cześć tato- powiedziałam z miłością w głosie.
-Cześć kochanie- powiedział słodko.
-Co tam u ciebie słychać? Co tam w wielkim świecie?- zaśmiał się.
-A wszystko dobrze. Mam tu znajomych, ciocia jest miła i w ogóle...-powiedziałam melancholijnie.
-To bardzo się z mamą cieszymy.- powiedział wzruszony.
-Teskie za wami- powiedziałam smutno.
-My też...
-Ale dobra, bo zaraz się rozpłaczemy- zaśmiałam się.
-No właśnie, więc zadzwoń znowu niedługo i pozdrów ciotkę- powiedział tata i rozłączył się.
Teraz zadzwoniłam do Weroniki.
-Hej kochana- zagruchotałam.
-Cześć skarbie!- zapiszczała.
-Co tam u ciebie, jakiś chłopak na oku?- zaśmiałam się.
-A żebyś wiedziała!- była rozpromieniona, a ja bardzo się z tego cieszyłam.
-Opowiadaj!

***
-Dobra, ja muszę kończyć. Wszystko chyba wiesz- zaśmiała się Weronika.
-No jasne, paa- dałam jej "całusa" i się rozłączyłam.
Gadałyśmy godzinę, ale miałyśmy o czym. Wstałam z fotela w moim pokoju i zeszłam na obiad do kuchni. Zjadłam powoli spagetii i wróciłam do siebie aby trochę się ogarnąć przed wyjściem z Austinem.
Umyłam zęby, nałożyłam trochę podkładu, tuszu do rzęs oraz przeczesałam włosy. Byłam gotowa. Nie przebierałam się tylko wzięłam torebkę i zeszłam na dół.
Gdy wyszłam na zewnątrz Austin już stał.
-Hej piękna- powiedział z uśmiechem i mnie przytulił. Pachniał pięknymi, lekkimi, męskimi perfumami. Był ubrany w krótkie spodnie i zwykłą białą bluzkę z nadrukiem. Jak zawsze był przystojny.
-No cześć mistrzu- zaśmiałam się.- więc, proszę powiedz gdzie idziemy- zrobiłam minę kota shreka.
-Nie weźmiesz mnie na te słodkie oczka chodź jest mi trudno na nie nie patrzeć- powiedział czarująco i spojrzał mi w oczy, a ja się zarumieniłam i zmieniłam minę.
-Więc nie powiesz mi dopóki tam nie dojdziemy.- zaśmiałam się trochę zmieszana.
Dalej szliśmy głównie w ciszy, jedynie ja od czasu do czasu pytałam czy jeszcze daleko albo chciałam aby powiedział jeszcze jakąś wskazówkę, ale on tylko kręcił głową i śmiał się, a ja za każdym razem dawałam mu kuksańca w bok, aż w końcu się zirytowałam i już nic nie mówiłam.
Szliśmy już dobre pół godziny. Miałam się go zapytać czy jeszcze daleko, jak długo, ale nagle zauważyłam wychylające się zza  parku tory, tory w powietrzu....
-Nie!- powiedziałam, a serce podeszło mi do gardła.
-Tak!- zaśmiał się i chwycił mnie za rękę.
-Proszę cię, zawsze chciałam na tym jechać, ale nie na takim wysokim rollercoasterze.- zaśmiałam się.
-Wcale nie jest tak źle, zaufaj mi. Zrobiłaś to wcześniej i się nie zawiodłaś- powiedział patrząc mi w oczy.
-Zgadza się...a wiesz co, ja jestem fanką adrenaliny więc czemu nie, zróbmy to!- roześmiałam się i teraz ja go zaciągłam. Bałam się trochę, ale bardzo chciałam spróbować i poczuć tą adrenalinę.
-Poczekaj tylko, ja kupie bilety i wejdziemy- oznajmił i poszedł do kasy, a ja się rozejrzałam. Było tam już kilka osób czekając na swoją kolej w tym dużo dzieci więc to naprawdę nic takiego.
-Masz?- zapytałam gdy Austin przyszedł z powrotem.
-No jasne, idziemy?- zapytał i chwycił mnie za rękę.
-Pewnie- uśmiechnęłam się i poszliśmy zająć swoje miejsca.
Ruszyliśmy. Na początku ruszaliśmy powoli podchodząc pod dość dużą górkę z coraz większą prędkością aż w końcu dojechaliśmy na sam szczyt i polecieliśmy w dół z wielką szybkością, a ja krzyknęłam. Austin wydawał się nie wzruszony, ale wiedziałam, że również się boi. Śmiał się. a ja krzyczałam!!!

***
-O matko!- wydusiłam z siebie gdy oboje byliśmy już na lądzie cali i bezpieczni.
-Fajnie co nie?- Austin się zaśmiał.
-Dawno się nie najadłam takiego strachu, ale było warto, oj było...- stwierdziłam z ulgą. Adrenalina nadal we mnie szala i pewnie jeszcze długo nie spadnie.
-To co, teraz na pizze?
-Pewnie- powiedziałam i poszliśmy w stronę pobliskiej pizzeri.

***
Siedzieliśmy w niej jeszcze z 2 godziny aż w końcu skierowaliśmy się w stronę domu:
-A może dzisiaj a ciebie odprowadzę?- zapytałam. Chciałam wiedzieć gdzie mieszka.
-No dobra- zaśmiał się.
Po 45 minutach byliśmy pod całkiem ładnym blokiem.
-Mieszkasz tutaj?- zapytałam wskazując na blok.
-Dokładnie na siódmym piętrze.
-To następnym razem ja przyjdę po ciebie okej?- powiedziałam.
-Z wielką chęcią- uśmiechnął się.
-No to pa- powiedziałam znów go przytulając.
-Pa księżniczko- powiedział a ja się zarumieniłam i spojrzałam na niego.
-Było świetnie, dzięki,- i poszłam.
Był na prawdę świetnym chłopakiem. Nigdy jeszcze się z nim nie nudziłam i zawsze robiliśmy to co interesowało mnie i jego. Sądzę jednak, że może być tylko na razie bardzo dobrym przyjacielem.
Justin wiele dla mnie znaczy i nie chce niszczyć naszej znajomości, więzi.
Po kilku minutach byłam już w domu i usłyszałam śmiech Ariany w salonie. Od razu się tam skierowałam.
-Cześć- powiedziałam do cioci i Ariany.
-Hej Bella- dziewczyna wstała i podeszła do mnie przytulając mnie. To jest najlepsza rzecz w moim życiu. Nie myślałam, że kiedykolwiek ją spotkam, nie wspominając już o wspólnej kolacji i przytuleniu się.
-Co tam u ciebie?- zapytałam na luzie.
-A wszystko dobrze, koncerty już się odbyły więc teraz mam chwilę odpoczynku do następnych dwóch i wywiadu w jakieś stacji.- oznajmiła gdy siedziałyśmy już przy stole.
-Rozumiem.- wypiłam tylko szklankę i zjadłam kawałek zapiekanki wegańskiej ponieważ Ariana nią jest.

***
Siedziałam już łóżku oglądając kolejny odcinek American Horror Story gdy nagle zadzwonił telefon z nieznanym numerem:
-Halo?- zapytałam.
-Cześć skarbie- zaśmiał się.
-Justin! Skąd masz mój numer?- zaśmiałam się zadowolona.
-Cody znalazł w telefonie ciotki i mi dał- powiedział dumny.
-Spryciarze- roześmiałam się.
-Spotkamy się jutro?- zapytał.
-Pewnie, ale może posiedzimy w domu. Mogę do ciebie wpaść?
-No pewnie, będzie mi bardzo przyjemnie- powiedział uwodzicielsko, a mi uśmiech nie schodził z twarzy.
-No to do jutra skarbie, śpi dobrze- powiedział uprzejmie, a mi jak zawsze zrobiło się miło na sercu.
Odłożyłam telefon i znów zagłębiłam się w serialu.



**********
Witam! Następny rozdział będzie prawdopodobnie w poniedziałek lub we wtorek, ale wiadomo teraz święto i w ogóle trzeba to wolne od szkoły wykorzytać. Jadę też do babci a ona nie ma internetu więc też nie miałabym jak dodać ;/ Więc dodaje dzisaj i kolejny w następnym tygodniu. :*
Komentujcie ;') 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz