sobota, 24 października 2015

Rozdział VI

  Obudził mnie dźwięk wibrującego telefonu na szawce nocnej. Podniosłam się wzięłam telefon do ręki i odebrałam:
-Słucham?-powiedziałam całkiem zaspanym głosem.
-Cześć, tu Cat. Wczoraj dałaś mi swój numer, pamiętasz?-słyszałam, że się uśmiecha.
-Cześć, tak, oczywiście, że pamiętam.- zaśmiałam się.
-Idziemy na zakupy, ty mówisz mi gdzie mieszkasz, a ja jestem u ciebie za 30 minut.- oznajmiła ze śmiechem.
-Kendell Street 221 jeśli się nie mylę- parsknęłam śmiechem sama do siebie i rozłączyłam się.
Wstałam i skierowałam się od razu do łazienki aby się umyć i w ogóle ogarnąć.
Wyszłam i założyłam białą bokserkę, czarną koszulę w kratę i białe shorty.
Na nogach tym razem spoczywały moje nowe sandały. Wzięłam torebkę i zeszłam na dół. W kuchni jak zawsze spotkałam ciocię:
-Cześć ciociu.- powiedziałam z dość wymuszanym uśmiechem. Cały czas miałam w głowię wczorajszy icydent z Codym.
-Witaj Bella, napijesz się czegoś, zjesz coś?- zapytała kobieta z uśmiechem.
-Nie dziękuje, zaraz wychodzę. Spotkam się z Cat.- oznajmiłam biorąc tylko jabłko na drogę i wyciągając wodę z lodówki.
-Jaką Cat?- zaciekawiła się ciotka.
-Poznałam ją wczoraj i zaprosiła mnie na wspólne zakupy. Wydaje się ok.- oznajmiłam zgodne z prawdą kierując się do drzwi.
-Mam nadzieję, że się co do niej nie pomylisz. Baw się dobrze.- zaśmiała się.
Otworzyłam drzwi i wyszłam. Chciałam poczekać przed domem. Gdy wyszłam przed dom, stała tam już Cat:
-Hej Cat!- uśmiechnęłam się i podeszłam do niej.
-No siemanko Bells.- zaśmiała się i mnie przytuliła.
-No to gdzie idziemy?- zapytałam ciekawa kiedy kierowałyśmy się ulicą.
-Zabieram cię do mojego ulubionego centrum handlowego. Są tam mega ciuchy i dobrych cenach.- chwyciła mnie za rękę i poszłyśmy dalej.

***
Zrobiłyśmy już drobne zakupy. Ja nie chciałam dużo kupować i oczywiście dużo wydawać. Cat kupiła dwie bluzki na prawdę ładne, a ja jedną, którą zresztą ona mi wybrała. Było bardzo miło, a teraz siedziałyśmy w kawiarni i piłyśmy mrożoną czekoladę i lody:
-Podoba ci się bluzka, którą ci wybrałam?- zapytała blondynka.
-Pewnie, jest świetna.- oznajmiłam. Była na prawdę ładna i nie miałam żadnej podobnej.
-Opowiedz mi coś więcej o sobie.
-A co chcesz wiedzieć?
-Czy masz chłopaka lub czy go miałaś i tak dalej.
-W pewnym sensie mam chłopaka...- zaczęłam opowiadać, chodź nie wiedziałam jak jej to wszystko powiedzieć, wytłumaczyć.
-Jak to w pewnym sęsie?- ciągnęła mnie za język.
-No bo znamy się od 2 dni, ale rozumiemy i czujemy się w swoim towarzystwie tak jak byśmy znali się dobre kilka lat i w ogóle, przy nim jest na prawdę cudownie...- zarumieniłam się mówiąc o nim.
-Znacie się tylko 2 dni?! Laska, dobra jesteś.- Cat się roześmiała.
-Wiem, że to dziwnie brzmi, bo ja tak samo to pojmuje, ale to jest coś innego...ciągnie mnie do niego w jakiś dziwny, nie pojęty sposób i...- zaczęłam się jąkać.
-Spokojnie, okej, rozumiem.- chwyciła mnie za rękę abt dodać mi otuchy. Uśmiechnęłam się do niej.
-Możemy już iść?- zapytałam ponieważ nie chciało mi się już dalej ciągnąć tego tematu, a do tego doszedł ból głowy.
-No pewnie kochana...
Wyszłyśmy z centrum i skierowałyśmy się w stronę mojego domu. Była już 13:00.
-A ty gdzie mieszkasz?- zapytałam z ciekawości.
-Dwie ulice dalej od ciebie. Wyśle ci adres smsem.- uśmiechnęła się.
W ciągu piętnastu minut byłyśmy pod moim domem:
-Dzięki za miło spędzone przed południe.- podziękowałam grzecznie dziewczynie.
-To ja dziękuje.- zaśmiałą się i na porzegnanie mnie przutuliła.
Gdy weszłam do domu i ściągnęłam buty nie zauważyłam ani nie usłyszałam nikogo.
Skierowałam się do kuchni. Na blacie leżała kartka, na której było napisane moje imię. Otworzyłam ją: "Bella, ja pojechałam do Ariany i chyba wrócę wieczorem, może uda mi się ją namówić na wspólną kolacje u nas. Cody też gdzieś wychodził i pewnie nie wróci wcześnie także w domu będziesz sama. Całuje- Jane". Po przeczytaniu odstawiłam kartkę i wzięłam się za robienie sobie jakiegoś jedzienia, ale skończyło się na zjedzeniu kanapki i wypiciu soku. Znalazłam jeszcze tabletkę przeciwbólową na moją głowę więc zażyłam ją i poszłam do swojego pokoju.
Połołożyłam się na łóżku i postanowiłam, że zadzwonię do Weroniki. Odebrała po dwóch sygnałach:
-Cześć Bella.- powiedziała zadowolona.
-Hej kochana.- dobrze było usłyszeć jej głos.
-Co tam u ciebie? Masz już kogoś na oku?- powiedziała tym swoim żartobliwym tonem.
-A wszystko okej, niestety ten siostrzeniec ciotki, który z nami mieszka nie jest zbyt ciekawy, ale mając go głęboko jest na prawdę okej. A druga odpowiedź, tak, mam kogoś na oku.- zaśmiałałam się, a Weronika aż zapiszczała.
-Opowiadaj, chce wiedzieć wszystko.

***
Gadałyśmy z moją przyjaciółką przez dobrą godzinkę gdy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi:
-Muszę kończyć, zdzwonimy się. Pa.- posłałam jej "buziaka", rozłączyłam się i skierowałam się na dół aby otworzyć drzwi. Stał w nich Justin. Od razu zrobiło mi się przyjemnie miło:
-Cześć.- powiedziałam monotonnym głosem, ale jednocześnie pełnym zadowolenia i przyjemności.
-Cześć skarbie.- przytulił mnie na powitanie.
-Skarbie? Już tak daleki etap?- zaśmiałam się i wpuściłam go do środka, a on od razu poszedł do kuchni.
-To co, idziemy na ten spacer?- zapytał z uśmiechem.
-No pewnie.- głowa przestawała mnie boleć więc z wielką chęcią z nim poszłam.
Szliśmy najpierw przez ulicę, a później przez bardzo duży park gdzie było bardzo dużo dzieci, starszych osób, zwierząt i mam spacerujących z wuzkami.
-Więc to jedno z miejsc, do których lubisz przychodzisz?- zapytałam gdy szliśmy główną alejką.
-Owszem, a teraz idziemy do klejnego i to jest chyba najbliższe mojemu sercu.- powiedział i chwycił mnie za rękę.
-Nie zabierałeś nikogo w to miejsce?
-Nie. Ty jesteś pierwsza.- powiedział i spojrzał mi głęboko w oczy. Poczułam się na prawdę wyjątkowo ponieważ wybrał, zaufał mi tak aby zabrać mnie do jego ulubionego miejsca.
Zeszliśmy z lini parku i poszliśmy w kierunku lasu. Poczułam lekkie dreszcze na plecach. Justin nawidoczniej to wyczuł.
-Boisz się?- zaptał śmiejąc się.
-Szczerze? To trochę tak.- zaśmiałam się.
-Nie uwasz mi na tyle?- spojrzał na mnie.
-Powoli zaczynam ufać coraz bardziej.- oznajmiłam, a on nadal patrzał mi w oczy,
-Bardzo się cieszę.- uśmiechnął się uwodzicielsko i szliśmy dalej. Nagle zza drzew zaczęło wyłaniać się jezioro. Gdy zbliżaliśmy się było widoczne coraz bardziej aż w końcu byliśmy na samym brzegu. Było to jezioro otoczone lasem. Było tu tak cicho i pięknie, że mogłabym ty zostać na zawsze i wcale nie dziwię mu się, że jest to jego ulubione miejsce.
-Boże, tu jest cudownie.- powiedziałam zachwycona i usiadłam na brzegu,a chłopak obok mnie.
-Prawda? Znalazłem to miejsce rok temu gdy pokłuciłem się z ojcem, ale o tym nie chce rozmawiać. Mieszkam nie daleko jak już wiesz i znałem te park, chodziłem tu zawsze i zawsze ciekawiło mnie co jest w tym lesie. I tego dnia postanowiłem to spradzić.- patrzał na jezioro.- Nie chciałem się oddalać, ale gdy weszłem nie mogłem się powstrzymać aby nie wejść głębiej... i jak to ja, zaszłem tak głęboko aż dotarłem tutaj i od tej pory wiedziałem, że to będzie moje miejsce, tylko moje, a teraz jestem tu z tobą. Pierwszą osobą, której pokazałem to miejsce i w ogóle o nim wspomniałem.- powiedział i znów spojrzał mi głęboko w oczy przysuwajc się coraz bliżej. Wiedziałam co chciał zrobić więc ułatwiłam mu to i również się przybliżyłam aż jego usta dotkły moich. Znów to cudowne uczucie. Pogłębiłam pocałunek, jego język tańczył razem z moim, a ja zastanawiałam się w głębi duszy skąd ja potrafię się tak całować skoro nigdy tego nie robiłam. Położyłam się na kamyszkach, którymi był pokryty brzeg, a on opadł na mnie tak aby mnie nie zgnieść, ale nadal być blisko mnie. Nagle zaczął całować mnie po szyi, jednym pocałunkiem za drugiem, ale bardzo powoli. Było mi bardzo przyjemnie. Owinęłam go nogami w pasie i dałam się ponieść jego pocałunkom. Wiedział, że nie pozwolę mu zejść niżej, powrócił do ust i wessał się w nie, a ja jęknęłam. Było to obłędne uczucie. Dopiero po jakiś 5 minutach oderwał się ode mnie i tak samo jak on łapałam z trudem powietrze:
-Jesteś dla mnie na prawdę ważna wiesz?- zapytał mnie patrząc na mnie tymi pięknymi oczami.
-Ty dla mnie również.- powiedziałam przytulając go mocno.
Siedzieliśmy jeszcze przez dłuższy czas nad jeziorem i rozmawialiśmy tak na prawdę o wszystkim. Głównie wypytywałam się go o dzieciństwo i rodzinę, ale nie był zbyt gadatliwy na ten temat, a ja nie miałam zamiaru naciskać.
Dopiero gdy zaczynało robić się szaro, zaczęliśmy się zbierać. Gdy już wyszliśmy z lasu, a następnie z parku skierowaliśmy się w tą samą stronę co poprzednim razem. Po kilku minutach byliśmy pod moim domem:
-Wejdziesz?- zapytałam.
-Wiesz co, nie. Nie chce teraz gadać z tym debilem.- powidział ze złością.
-Rozumiem.- chwyciłam go za rękę.
-Jutro przyjdę po ciebie koło 18 i pójdziemy do kina, okej?- zapytał.
-Pewnie.- pocałowałam go szybo i skierowałam się do drzwi.
-Pa skarbie.- powiedził ze śmiechem i odszedł w przeciwną stronę.
Gdy weszłam do domu, usłyszałam, że gra telewizor więc poszłam do salonu. Na kanapie siedziała Jane z jakąś kobietą:
-Dobry wieczór.-powiedziałam grzecznie.
-Cześć Bella. To jest Sabrina, moja przyjaciółka.- wskazała na kobietę.
-Bella. Miło mi panią poznać.- podałam jej rękę, a ona ją przyjeła.
-Sabrina.- zaśmiała się.
-Ariana nie przyszła?- zapytałam smutna.
-No niestety, ale powiedziała, że wpadnie, w któryś dzień do nas.- powiedzla ciotka z uśmiechem.
-To dobrze, ja teraz pójdę na górę. Jestem strasznie zmęczona. Dobranoc.- powiedziałam i skierowałam się na górę do mojego pokoju.
Odłożyłam torbę i poszłam wziąść prysznic, a następnie założyłam swoją ulubioną piżamę w kotki i weszłam pod kołdrę. Przed snem sprawdziłam portale społecznościowe. Odłożyłam laptopa i poszłam spać, jak zawsze od już trzech dni wspominając Justina i nasze pocałunki.


***
Siemka. Jest kolejny rozdział i mam nadzieję, że się spodoba :) Dziękuje za miłe komentarze. To bardzo motywujące i mam ogromną nadzieję, że będzie ich więcej <3
Jeśli nie dodam rozdziału jutro, to pojawi się w poniedziałek ;)
Dobanoc :*
Ps. Komentujesz= mobilizujesz :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz