Dzisiaj zakończenie roku szkolnego. Jestem przeszczęśliwa. Czekałam na ten dzień
naprawdę długo i nareszcie się doczekałam.
Wstałam o 7:00 ponieważ jak to bywa w polskich szkołach trzeba uroczyście obchodzić ten dzień. Stroje galowe, specjany apel i inne pierdoły, których nigdy nie lubiłam. Na sam początek skierowałam się do łazienki aby się umyć, a następnie wróciłam do pokoju i ubrałam się w rzeczy, które naszykowałam sobie poprzedniego wieczoru czyli biała, klasyczna koszula i czarna spódnica przed kolana. Klasyka. Do tego baleriny ponieważ nienawidziłam butów na obcasie. Nałożyłam jeszcze lekki makijaż ponieważ moja skóra niestety nie jest idealna, uczesałam się i byłam już gotowa.
Wstałam o 7:00 ponieważ jak to bywa w polskich szkołach trzeba uroczyście obchodzić ten dzień. Stroje galowe, specjany apel i inne pierdoły, których nigdy nie lubiłam. Na sam początek skierowałam się do łazienki aby się umyć, a następnie wróciłam do pokoju i ubrałam się w rzeczy, które naszykowałam sobie poprzedniego wieczoru czyli biała, klasyczna koszula i czarna spódnica przed kolana. Klasyka. Do tego baleriny ponieważ nienawidziłam butów na obcasie. Nałożyłam jeszcze lekki makijaż ponieważ moja skóra niestety nie jest idealna, uczesałam się i byłam już gotowa.
Zeszłam na dół, wzięłam kawałek kanapki, którą przyszykowała
mi mama i wyszłam ponieważ musiałam pospieszyć się na autobus. Nie lubiłam nim
jeździć do szkoły, ale niestety mus to mus.
Gdy wyszłam przed dom czekała na mnie moja najlepsza
przyjaciółka Weronika. Znamy się od dzieciństwa. Weronika jest szczupłą, zielonooką
dziewczyną z brązowymi włosami. Podoba się wielu chłopakom, ale ona czeka na
tego jedynego:
-Hej Bella!- uścisnęła mnie.
-Hej Bella!- uścisnęła mnie.
-No siemanko! Czy ty też odczuwasz tą adrenalinę, że za
dokłanie 2 i pół godziny zaczną się wakacje?!- prawie piszczałam.
- Nawet nie masz pojęcia jak to wyczuwam. –obie byłyśmy tak
rozradowane, że prawie spóźniłybyśmy się na autobus.
Gdy byłyśmy już w
szkole wszyscy kierowali się już na hale sportową gdzie miał się odbyć apel.
Znalazłyśmy sobie wolne miejsca akurat koło naszej klasy i wiadomo ja to dalej
idzie zaczęło się rozdawanie dyplomów, świadectw i innych rzeczy.
Dokładnie o 10:30 autobus wysadził nas pod moim domem, a ja
byłam tak szczęśliwa, że uroniłam kilka łez:
-Nareszcie koniec! Co robimy popołudniu?- zapytałam ponieważ
nie usiedziałabym dzisiaj w domu za nic w świecie.
- Yyyy… i tu się zaczynają schody bo… rodzice oznajmili mi
wczoraj wieczorem, że dziś wieczorem wyjeżdżamy do Francji na prawie cały
lipiec więc całe popołudnie będę się pakować.- Gdy to usłyszałam myślałam, że
właśnie ktoś uderzył mnie centralnie w policzek.
- Że co? To miały być nasze wakacje pełne przygód i w ogóle,
a ty mi mówisz, że dziś wyjeżdżasz?- teraz też uroniłam łzy, ale te były
spowodowane smutkiem.
- Przepraszam cię, sama byłam zaskoczona i zła gdy mi o tym
powiedzieli, ale wiesz to tylko jeden miesiąc, zostanie nam jeszcze jeden.-
Weronika próbowała mnie pocieszyć, ale byłam tak zdołowana, że nawet jej
powalająca mina mnie nie pokonała.
- Rozumiem. To może przyjdę do ciebie później i pomogę ci
się spakować?- Chociaż tak próbowałam być z nią jak najdłużej.
- No jasne skarbie.- przytuliła mnie mocno.
-To pa. – skierowałam się w kierunku domu.
Gdy byłam już w środku od razu poszłam się przebrać w
najwygodniejsze ciuchy jakie miałam i wcale nie musiałam wyglądać w nich
pięknie ponieważ są wakacje! Na samą myśl od razu miałam banana na twarzy.
Zeszłam na dół aby napić się soku i akurat spotkałam mamę w kuchni. Myślałam,
że jest w pracy:
-Hej mamo, ty w domu? Myślałam, że jesteś w pracy-
przytuliłam ją.
-Hej kochanie, z powodu rozpoczęcia się wakacji szef nam
dzisiaj zrobił wolne. Nie wiedziałam, że jest taki dobry. Chyba się cieszysz?-
zaśmiała się.
-No pewnie. Wieczorem i tak nie będę miała co robić zresztą
jak przez najbliższy miesiąc.- i znów zrobiło mi się smutno.
-A czemu?- mama odłożyła mycie naczyń i podeszła do mnie.
- Weronika wyjeżdża dzisiaj na cały miesiąc do Francji…
-Przykro mi skarbie, ale wiesz, chyba ty też gdzieś
wyjedziesz.- mama spojrzała na mnie z troską.
- Co to ma znaczyć,
że ja też gdzieś wyjadę?- zapytałam osłupiała.
- Dzwoniła ciocia Jane, pamiętasz ta z Ameryki i pytała się
czy nie chcesz może do niej przyjechać, ale nie na miesiąc tylko na całe
wakacje.
-Całe wakacje?! W ogóle co ją nagle wzięło żebym do niej
przyjechała?- właściwie nie byłam zła tylko bardzo zaskoczona i zdziwiona.
- Wcześniej nie chciała cię u siebie ponieważ byłaś mała i
ta cała podróż samolotem, opieka nad tobą, ale teraz gdy masz 16 lat
stwierdziła, że już jesteś wystarczająco duża, a prawie dorosła.- uśmiechnęła
się mama.
-Ale to oznacza, że przez całe wakacje nie spotkam się z
Weroniką?- teraz to do mnie dotarło.
-No tak, ale przecież to nie ostatnie wakacje, a u cioci
jeszcze nie byłaś. Pomyśl, to jest Ameryka, zawsze chciałaś tam polecieć.
-Tak, wiem i właściwie to się cieszę tylko smutno mi będzie
bez was i bez Wery. –przytuliłam mamę.
-Wiem kochanie, ale nie wyjeżdżasz na zawsze i przede
wszystkim nie do obcych.- pocieszyła mnie mama.
-Okej, a kiedy wyjeżdżam?
-Jutro rano. Gdy ty przylecisz u nich akurat będzie rano
więc wszystko powinno pasować.
-No dobrze. Teraz pójdę do Weroniki, wiesz pomogę się jej
spakować i pożegnamy się…
-No pewnie, idź- pocałowała mnie w policzek i sama zabrała
się do własnej pracy.
***
Opowiedziałam Weronice, że ja też wyjeżdżam i nie zobaczymy
się przez te wakacje. Popłakałyśmy się, ale to oczywiste ponieważ byłyśmy
najlepszymi przyjaciółkami:
-Będę cholernie tęskniła.- przytuliłam ją mocno.
-Ja bardziej. Tylko pamiętaj jak kogoś wyrwiesz od razy
dzwonisz i opowiadasz wszystko.- spojrzała na mnie pewną miną.
- No jak by inaczej. Kiedy jedziecie?
-Zaraz ponieważ musimy dojechać na lotnisko i pozałatwiać
jeszcze kilka rzeczy, przed wyjazdem.
-No to do zobaczenia za 2 miesiące.- ścisnęłam ją bardzo mocno.
-Do zobaczenia.
I wyszłam. Wróciłam do domu i teraz ja musiałam się pakować.
Teraz w Ameryce jest również lato więc zapakowałam kilkanaście t-shirtów, kilka
krótkich spodek i oczywiście długich, bielizna i przybory kosmetyczne nie zapominając również o moich najlepszych trampkach.
Ciężko tak nagle
zmienić strefę czasową, miejsce
zamieszkania i całe otoczenie na 2 miesiące, ale jakoś się to przeżyje.
Przecież nikt nie dostaje od tak takiej szansy, aby z dnia na dzień wyjechać do
Stanów. Przecież to chyba marzenie. Niby byłam smutna, ale jednak uśmiech
zagościł na mojej twarzy. Z takimi emocjami długo nie mogłam zasnąć, ale już po
chwili zmęczenie dało się we znaki i odpłynęłam.
Ps. Spokojnie, Justin się pojawi :D
Hej. :)
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam pierwszy rozdział i powiem Ci szczerze, że mnie zaciekawił. Jest to bardzo nietypowy pomysł na ff, co mi się bardzo podoba. Oczywiście będę tu zaglądać częściej. ;)
Zapraszam do siebie na moje nowe ff.
http://where-are-u-now-that-i-need-you.blogspot.com/
Dziękuje bardzo za ciepłe słowa :*
UsuńNa pewno zajże do ciebie jeszcze dzisiaj :)