poniedziałek, 19 października 2015

Rozdział II

  Następnego dnia wstałam o 5:00. Jaka nomalna osoba wstaje we wakacje o tak wczesnej porze?!
Wyszłam z łóżka i poszłam do łazienki. Umyłam się i piszłam wybrać coś do ubrania. Zapowiadał się ciepły dzień więc założyłam biały t-shirt, czarne shorty i czerwone tramki. Przeczesałam włosy i zeszłam na dół. Rodzice już siedzieli w kuchni pijąc kawę, też wyglądali na niewyspanych:
-Hejka.- usiadłam przy stole, a mama podsuneła mi talerz kanapek i sok pomarańczowy.
-Hej, wyspana?- zapytała mama ziewając.
-Prosze cię...- zirytowałam się.
-Jedz kanapki bo o 6:30 musimy już być na lotnisku.- powiedział tata wynurzając głowę zza gazety.
-Już jem...- nie byłam w dobrym humorze, ale to chyba normalne.
-Pójdę po twoje walizki.- powiedział tata i poszedł na górę.
-Ja jeszcze wskocze się ogarnąć i pojedziemy.- powiedziała mama. Gdy na nią pojrzałam była jeszcze w piżamie
-Okej...- chyba jednak w ogóle nie miałam nastroju.

***
Po 45 minutach byliśmy już na lotnisku. Mama dała mi wszystkie dokumenty i bilet, a tata walizki:
-Będę tęskniła.- powiedziałam, przytulając obojga.
-Nie wyobrażasz sobie jak ja będę tęskniła...- powiedziała mama z łzami w oczach.
-A ja? Jeszcze bardziej.- tata się zaśmiał.
-Gdy dolecę, zadzwonie, spokojnie...-zaśmiałam się.
-To dobrze, a teraz musisz już iść- powiedzieli oboje.
-To pa...- uśmiechęłam się na pożegnanie.
Położyłam bagaże na taśmie i poszłam do odprawy. Przy bramce dałam starszej kobiecie bilet i już po chwili weszłam na pokład. Znalazłam trzyosobowe miejsce, które było wolne więc je od razu zajęłam. Po pewnym czasie usiadło obok mnie jakieś starsze małżeństwo.
Nie bałam się lecieć. Leciałam już do Londynu, ale była to krutsza droga. postanowiłam, że chwilę się zdrzemnę aby mieć siłę na nadchodzący dzień już w Ameryce.
Obudziłam się jakąś godzinę przed lądowaniem. Wzięłam telefon i zaczęłam przeglądać internet. Naszczęście  samolot miał wifi, które nie było zablokowane hasłem.Niedługo po tym stewardessa oznajmiła żebyśmi zapieli pasy ponieważ za chwilę będziemy lądować. Z angielskim nie będę miała chyba większych problemów.
Dolecieliśmy. Nie byłam jakoś specjanie zadowolona jak zresztą przez cały czas, ale lekko mi ulżyło. Wzięłam swoje bagaże i poszłam w miejsce gdzie zawsze stoją ludzi szukając właśnie ciebie.
Po chwili przyglądania się obcym ludziom zauważyłam ciocię. Miała ciemne włosy, a na sobie czerwoną bluzkę i białe spodnie. Wyglądała bardzo ładnie. Podeszłam do niej z lekkim uśmiechem:
-Witaj ciociu.- przytuliłam ją.
-Isabella, kiedy ja cię widziałam?- ciocia zaśmiała się i zaczęła mi się dokładnie przyglądać.
-Chyba ostatnim razem jak miałam,,,6 lat?- zaśmiałyśmy się obie.
-Chyba tak, a teraz wydoroślałaś, wypiękniałaś, nabrałaś kształtów i mogłabym wymieniać tak w nieskończoność.
-Ciociu, nie przesadzaj...
-Oj tam, oj tam. Chodź, jedziemy do domu.- obieła mnie ramieniem i wzięła od mnie jedną walizkę.
Po drodze ciocia wypytała mnie o rodziców, praktycznie o wszystko. Ciałem byłam w aucie, ale duchem całkiem gdzie indziej. Oglądałam piękne widoki Californi, to było coś niesamowitego, ale cały czas czułam się pusta.
  Dojechałyśmy po 30 minutach, Gdy wysiadłam i wzięłam swoje walizki spojrzałam na dom. Był na prawdę ładny. Cały był pokryty miętową farbą, miał okna takie jak zawsze są w pokazane w filmach amerykańskich i w ogóle wyglądał jak z filmu. Weszłyśmy do środka. Było tak samo amerykańsko. W salonie kwiaciasta kanapa, w kuchni drewniane meble. Zawsze chciałam zamieszkać w takim domu. Po chwili kierowałyśmy się na górę do mojego nowego pokoju. Był duży, łóżko było wielkie i sądząc po wyglądzie wygodne. Całe pomiszczenie był koloru pudrowego różu. Znajdowało się w nim wszystko co było potrzebne nastolatce:
-Rozgość się, a jak będziesz już gotowa zejdź na dół.- kobieta uśmiechnęła się do mnie ciepło i wyszła. Zostałam sama i od razu wskoczyłam na łóżko, nie myliłam się, było cholernie wygodne.
Po kilku minutach leżenia postanowiłam, że się rozpakuje.
Schowałałam wszystkie rzeczy i skierowałam na się na dół. Przy stole w kuchni siedziała ciocia,a wraz z nią jakiś chłopak. Wyglądał co najmniej na mój wiek, a może o rok starszy. Swoje blond włosy miał uniesione do góry. Był całkiem przystojny, ale nie w moim typie:
-Mam nadzieję, że pokój się podoba?- zapytała ciocia.
-Yyy, oczywiście, jest piękny.- zająknęlam się nadal patrząc na chłopaka,
-Bella, to jest Cody, mój siostrzeniec i mieszka ze mną.- powiedziała ciocia wskazując na chłopaka
-Cześć.- uśmiechnął się. Byłam niedoświadczona w relacji chłopak- dziewczyna wię tylko odpowiedziałam:
-Cześć.- i usiadłam po prawej stronie cioci.
-Ja lece do Justina, a później przyjdziemy tutaj żeby obejrzeć baseball okej?- zapytał Cody ubierając buty.
-No pewnie, niech wpadnie, przy okazji pozna Belle.- ciocia się uśmiechnęła
-Ciociu...- i wyszedł.

***
Jane zrobiła nam herbatę i gadałyśmy chyba do późnego popołudnia:
-Nie musisz iść do pracy?- zapytałam ciekawa.
-Dzisiaj wzięłam sobie wolne aby z tobą posiedzieć- oznajmiła.
Gdy tak siedziałyśmy w salonie oglądając telewizję nagle usłyszałam jak drzwi do domu się odtwierają i ktoś wchodzi. To na pewno Cody i ten jego kolega, Lekko się stresowałam chodź sama nie wiedziałam czym,
Gdy oboje weszli do salonu. ja w raz z ciocią odwróciłyśmy się i wtedy go zobaczyłam.
Miał ciemnobląd włosy i wyglądł na dobrze zbudowanego. Był bardzo przystojny. Od razu wiedziałam, że jest starszy nawet od Codiego. Podeszli bliżej i spojrzał na mnie. Miał piękne oczy.  Nagle ciocia wstała więc ja automatycznie zrobiłam to samo:
-Witaj Justin, poznaj Bellę, będzie mieszkała ze mną i oczywiście Coddim przez całe wakacje. -ciocia wskazała na mnie, a ja już czułam jak moje policzki stają w płomieniach:
-Cześć, jestem Justin.- podszedł do mnie i z dziwnym uśmieszkiem  podał mi dłoń. Podałam mu ją. Jego ręka była ciepła, a opuszki palców bardzo delikatne:
-Cześć, Bella...- tylko tyle powiedziałam i skierowałam się na schody.
-Nie obejrzysz z nami meczu?- zapytał mnie dość zdziwiony i smutny?:
-Yy,,, nie, ja musze...- i podreptałam szybko na górę. Widziałam ich zdziwienie na twarzy, ale sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje. To było na prawdę przyjemne uczucie i chyba pierwszy raz od przyjazdu tutaj nie poczułam tej pustki, którą czułam na początku.

***
Siedziałam już na tym łóżku dobre kilka godzin. Przez ten czas zadzwoniłam tylko do rodziców.
Postanowiłam, że się wykąpie i pójde spać bo czułam się strasznie zmęczona.
Wzięłam luźne spodenki i bluzkę od piżamy i skierowałam się do łazienki.
Po jakiś 20 minutach byłam już wykąpana i wyszłam z łazienki. To co zobaczyłam po wejściu do pokoju zwaliło mnie z nóg:
-Justin?



***
Cześć :) Dzisiaj troche ciężko pisamo mi się ten rozdział i nie do końca jestem z niego zadowolana, ale wstawiłam scena z |Justinem chodź myślałam, że pojawi się dopiero w kolejnym rozdziale!
Kolejny rozdział pojawi się jutro i mam nadzieje że będę dodawała je codziennie ;)
Komentujesz= mobilizujesz ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz