piątek, 23 października 2015

Rozdział V

  Zaczęłam się budzić. Powoli docierało do mnie gdzie się znajduje. Byłam w pokoju Justina, a on sam leżał obok mnie. Spał. Gdy tak na niego patrzałam był na prawdę słodki. Jedną rękę miał pod policzkiem, a druga opadała mu na podłogę. Wstałam, uważając aby go nie szturchnąć i już jedną nogą byłam na podłodze, ale nagle czyjeś dłonie chwyciły mnie za biodra i znów leżałam obok niego. On od razu wybuchnął śmiechem, a ja razem z nim.
Gdy się już trochę uspokoiliśmy jeden, płynny ruch i byłam w jego ramionach. Przytulał mnie do siebie, a ja nawet się nie wyrywałam. Podobało mi się to:
-Jak się spało, gdy musisz z kimś dzielić swoje łóżko?- zapytałam pierwsza.
-Było bosko i mógłbym dzielić je przez cały czas z tobą.- pocałował mnie w czubek głowy i zaśmiał się.
-Nie sądzisz, że to co teraz robimy jest dziwne?- zapytałam, ponieważ to była na prawdę dziwna sytuacja.
-Ale w jakim sęsie?- zapytał poważnie.
-No, znamy się od dwóch dni, gadaliśmy na poważnie tylko kilka godzin, a teraz ja budzę się u ciebie w domu, w twoim łóżku i w twoich ramionach...
-Ale czy jest ci teraz źle?- poczułam, że przytulił mnie jeszcze mocniej.
-Właśnie to jest najdziwniejsze, bo nie. Teraz jest mi na prawdę przyjemnie i  pierwszy raz się tak czuje, ale zawsze wyobrażałam sobie, że mój pierwszy związek będzie się zaczynał od wspólnego poznawania się, wypadów do kina lub na spacer lub wspólnych przygód na deskorolce...- zaczerwieniłam się i jednocześnie zaśmiałam pod nosem.
-Zaczekaj, to by był twój pierwszy związek?- podniósł się i teraz siedzieliśmy twarzą w twarz.
-Yy... bo ja...- dopiero teraz dotarło do mnie, że powiedziałam o kilka słów za dużo. 
Złapał mój podbrudek abym podniosła głowę i spojrzała mu w oczy. Zrobiłam to.
-Uwierz mi, popatrz mi w oczy...- gładził mnie po policzku, a ja już prawie odpłynęłam w jego czekoladowych oczach.
-Tak, to by był mój pierwszy związek.- powiedziałam bez owijania w bawełne. Gdy tak patrzałam w jego oczy wszystko mogło nie istnieć, ale był on i to wystarczyło. Uspakajałam się od jego dotyku, było to przyjemne uczucie:
-Więc jeśli chcesz abyśmy zostali parą to możemy zacząć tak jak zawsze chciałaś. Pierwszy etap czyli poznawanie się mamy zaliczony, a następny...zapraszam cię jutro do kina i na lody, co ty na to?
Po kolei, bez pośpiechu.- uśmiechnął się i chwycił mnie za rękę.
-Z wielką chęcią z tobą pójdę.- mocno się w niego wtuliłam.
-A teraz idziemy na śniadanie, co?
-Jasne. 
Nie puszczając mnie, wyszliśmy z pokoju i po krótkich schodach poszliśmy do kuchni. Jak się okazało była dopiero 9 i Cody jeszcze prawdopodobnie spał więc zrobiliśmy śniadanie tylko dla siebie. Gdy Justin krzątał się po kuchni ja wzięłam telefon i zadzwoniłam do cioci:
-Cześć ciociu.- powiedziałam.
-Bella, wiem, że zostałaś z Codym u Justina ponieważ wysłał mi smsa, że zostajecie na noc.- oznamiła miło.
-To dobrze. Miałam zadzwonić, ale sama nie wiem kiedy zasnęłam i...- zaczęłam się tłumaczyć.
-Spokojnie, nic się nie stało. Kiedy po was przyjechać?
-Koło 11 będzie ci pasować?- zapytałam uśmiechnięta ponieważ nie mam żadnych kłopotów z tego powodu.
-No pewnie, to przyjadę, pa.- i rozłączyła się.
Weszłam z powrotem do kuchni, a na stole był już talerz kanapek i dwie szklanki soku jabłkowego:
-Mogłeś na mnie poczekać, pomogłabym ci.- powiedziałam siadając naprzeciwko niego.
-Jesteś moim gościem więc pozwól, że to ja cię obsłurzę.- zaśmiał się i podsunął mi talerz z kanapkami. Wzięłam jedną. 
-Jakie masz plany na dzisiaj?- zapytałam ciekawa.
-Mam popołudniową zmianę, a później przychodzę do ciebie i Codiego.- zaśmiał się.
-No to super.- byłam zadowolona ponieważ chciałam i lubiłam spędzać z nim czas.
-A ty co robisz?
-Ja? Pewnie będę siedziała w domu, chciałabym gdzieś wyjść, ale kompletnie nie znam okolicy i bałabym się wyjść tak w ciemno. 
-To może przyjdę do was wcześniej i pójdziemy na spacer, co? Oprowadzę cię po moich najfajnieszych miejscach, może tobie się jakieś spodoba.- powiedział ochoczo.
-Jasne, przynajmiej nie bedę cały dzień siedziała w domu tylko przynajmniej będę miała gdzie wychodzić.- byłam zadowolona.
Nagle do kuchni wszedł Cody zaspany:
-Cześć wam...- usiadł przy samym rogu i ziewnął. 
-Cześć- odpowiedzieliśmy z Justinem hurem i od razy się zaśmialiśmy.
-Która godzina?- zapytał blondyn. 
Spojrzałam na zegarek:
-9:45.- oznajmiłam.
-Dzwoniłaś do ciotki?
-Tak, przyjedzie po nas o 11.
-To dobrze, mam lekkiego kaca...
-Stary, proszę cię, jak można mieć kaca po 3 piwach i jednym kieliszku?- zaśmiał się ciemnooki i poklepał siostrzeńca cioci po plecach.
-Jak widać- wskazał na siebie- można.
-Ja was na chwilę opuszczam, idę do łazienki...Justin, gdzie jest łazienka?- zaczęłam się śmiać sama do siebie.
-Jak wyjdziesz i skręcisz w prawo będą tam drzwi, to te pierwsze na lewej ścianie.- oznajmił i nalał soku Codiemu.
-Dzięki.- skierowałam się we wskazanym kierunku. Otworzyłam drzwi. Podeszłam do lustra i spojrzałam na swoje odbicie. Wyglałam tragicznie. Włosy były w całkowitym nieładzie, a twarz szara. Umyłam się i rozczesałam włosy. Związałam w a'la koczka na głowie, załatwiłam swoje potrzeby i wyszłam. Poszłam jeszcze do salonu i wzięłam swoją torbę. Wyciągłam z niej błyszczyk i pomalowałam usta. Skierowałam się do kuchni, ale zbliżając się do niej usłyszałam podniesiony głos Codiego:
-Ona zawsze będzie za nami łazić?! Jest tu drugi dzień,a cały czas jest z nami! Wcześniej byliśmy tylko my i dziewczyny, z którymi się zabawialiśmy, a teraz ona będzie cały czas z nami?- mówił głośno, ale jednocześnie cicho abym ja nieusłyszała.
-Może tobie ona przeszkadza, ale na pewno nie mnie i jak masz do niej jakiś problem to równeż do mnie i dzisiaj nie przyjdę do ciebie tylko do niej!- tym razem Justin podniósł głos tak, że nawet gluchy by usłyszał, Byłam strasznie wściekły, a to wszystko przeze mnie. Szybko założyłam buty i wyszłam przy okazji trzaskając drzwiami. Zeszłałam po schodach i otwierając drzwi wpadłam na jakąś dziewczynę:
-Przepraszam, nie zauważyłam cię i w ogóle, przepraszam...- oznajmiłam nawet nie czekając na odpowiedź.
-Spoko, nic się nie stało, ale chyba tobie, jesteś smutna?- zapytała zatrzymując przede mną. 
-Właśnie dowiedziałam się, że jestem zbędna i w ogóle przeszkadzam takiemu jednemu, a ja nie zdawałam sobie z tego sprawy, sądziłam, że nie jestem nachalna czy coś...- niewytrzymałam i kilka łez poleciało mi po policzku. Ku mojemu zdziwieniu dziewczyna mnie przytuliła:
-Nie przejmuj się, ten koleś to pewnie jakiś debil i tyle. Gdybym ja zwracała na to uwagę, to dawno powinnam kopnąć w kalendarz lub być w jakimś psychiatryku- zaśmiała się.
-Haha, masz racje, mam go głęboko.- wytarłam oczy i uśmiechnęłam się.
-Jestem Cat.- ozajmiła i podała mi rękę. Przyjełam ją. 
-Bella.- powiedziałam z uśmiechem. 
-Daleko mieszkasz?
-Nie, ale nie znam okolicy. Przyjechałam tutaj 2 dni temu z Polski.
-Wow, z Polski, kawał drogi.- Cat się zdziwiła,
-No trochę daleko.- zaśmiałam się znowu.
-Dasz mi swój numer telefonu, spotkamy się kiedyś, pogadamy?
-No jasne.- wyciągnęłam telefon i podałam dziewczynie numer.
Dopiero teraz się jej przyjżałam: miała sukinkę w kwiatki i skórzane sandały. Na twarz opadały jej blond włosy, a jej oczy były koloru błękitu. Była bardzo ładna.
-To do zobaczenia.- przytuliła mnie i poszła.

***
Byłam już w domu od dobrych kilku godzin. Po drodzę nie gadałam z Codym, a cioci odpowiadałam tylko sporadycznie. 
Była już 15. Nie wiedziałam co zrobi Justin, czy przyjdzie tylko do mnie czy jednak to co pwiedział, powiedział w złości, a teraz bez problemu przyjdzie do siostrzeńca cioci.
Na dole usłyszam dzwonek do drzwi,a po chwili kroki na schodach. Ktoś zapukał do moich drzwi:
-Proszę.- oznajmiłam. Drzwi otworzyły się i pojawił się w nich Justin. Od razu ulżyło mi.
-Hej...-uśmiechnął się blado i usiadł koło mnie na łóżku.
-Hej.- ja zrobiłam to samo.
-Przepraszam, że byłaś świadkiem naszej kłutni i na prawdę, nie wiem co on sobie myśli o tobie, ale to on mi przeszkadza, a nie ty. W końcu ktoś staje się dla  mnie ważniejszy niż mama czy tata.- zaśmiał się, ale i tak był wściekły.
-Nie wiedziałam, że przeszkadzałam mu przez te zaledwie 2 dni. To niedorzecnne!-znów łzy mi popłynęły i bezwładnie opadłam na łóżku. Od razu obok mnie leżał Justin.
-Spokojnie, Bella, dla mnie jesteś najważniejsza i nikt  nie będzie cię przy mnie obrażać.- szeptał głazkając mnie po głowie.
-Dziękuje ci, że mnie bronisz.- wtuliłam się w niego jak najmocniej. Teraz praktycznie na nim leżałam, ale chyba nie przeszkadzało to ani mnie, ani jemu. Podniosłam głowę aby spojrzeć mu w oczy, a on wykorzystał ten moment i pocałował mnie. Na początku byłam odrętwiała. To był mój pierwszy pocałunek, ale po chwili dałam mu prowadzić, dokładnie jak w tańcu.
Jego usta były słodkie i miękkie. Było to bardzo przyjemne.
-Przepr...- zakryłam mu usta palcem.
-Nie prubój przepraszać.- i tym razem ja go pocałowałam, a on pogłębił pocałunek. To było coś cudnownego...

***
Jeszcze przez kilka minut nasze usta były złączone, a później tylko leżeliśmy i rozmawialiśmy, o wszystkim i o niczym. Było dużo śmiechu.
Gadaliśmy chyba do północy, dopiero wtedy ciemnooki poszedł całując mnie na porzegnanie.
Nie poszliśmy na spacer dzisiaj, ale obiecał, że pójdziemy jutro, a kino przełożymy na następny dzień.
Poszłam wziąść prysznic i położyłam się. Po takim dniu pełnym emocji, poznania być może przyjaciółki i mój pierwszy pocałunek, który na pewno od teraz zalicza się do rzeczy, którę sprawiają przyjemność nie mogłam zasnąć, dopiero później moje oczy same opadły i pogrążyłam się w sen.



*****
Cześć wszystkim! Przepraszam, że nie napisałam wczoraj nic, ale byłam w szpitalu i jeszcze nauka i nie dałam rady, ale dzisiaj macie chyba  na prawdę długi i ciekawy rozdział także zachęcam do czytania i komentowania :)

3 komentarze: